czwartek, 15 września 2011

Odcinek 5 "Flux"

- Łał.... Jak to możliwe, jak ona to? - zaczął zdziwiony Thran. - Trenerze, co to za flux?
- Clamp, wypuść ich. Ja, ja muszę porozmawiać z Warrenem i... i Lee. - powiedział dość niepewnie Aarch.
- No i jak, podobało się? - roześmiał się Warren.
- Od kiedy jesteś w posiadaniu fluxa Udonizy? - wtrąciła Dame Simbai.
- Aaa... Znaczy, już od dziecka. - odparła wystraszona Lee. - Pani, pani jest ze stowarzyszenia, prawda?
- Nie, nie jestem. - skłamała. - Skąd się tu wzięłaś? Nie powinnaś być raczej w Strefie 13?
- Może powinnam, ale jak widać jestem tu. - ironicznie odpowiedziała.
- Oj przestańcie, przecież nic złego nie robi, tak? - powiedział Warren. - Ich flux jest bardzo silny, co nie oznacza, że ona od razu użyje go do zniszczenia galaktyki. Proszę was, dajcie spokój. Może wam bardzo pomóc w treningach. Sami przecież widzicie, że Snow Kidsi nie są w dobrej formie. 
- Gdzie nauczyłaś się tak grać? - zdziwił się Aarch.
- No cóż... - zaczęła Lee. - Moja planeta posiada drużynę, która składa się z osób, które odkryły w sobie fluxa. No i chociaż nie możemy wziąć udziału w pucharze, to jakoś czas sobie zajmujemy. Treningami. - uśmiechnęła się.
- Dame Simbai, miej na nią oko, muszę skontaktować się z Sonnym. - powiedział szeptem Clamp.
- Dobrze.- odparła cicho. - Aarch, może Warren wcale nie ma złego pomysłu? Mogła by dużo wnieść do Snow Kidsów. - powiedziała już głośniej.
- O nie! Nie, ja... naprawdę mi pochlebiacie, ale... Nie chcę należeć do drużyny. - szybko odpowiedziała Lee. - Mogę wam tylko pomóc w treningach. Więcej ode mnie nie oczekujcie.
- Ale dlaczego!? - krzyknął M'Ice.
- Uspokój się, przecież będziesz ją widywał. - zaśmiał się Mark.
- Więc, może zaczniesz już od teraz? - zapytał uprzejmie Aarch.
- Spróbuję. - odpowiedziała niepewnie.

***
- Bennet, tam jest! - krzyknął Sonny. - Złapcie tego przeklętego kota.
- Uważaj! Bomba!! - zauważył Corso.
          Piraci od dobrych dwóch dni byli zajęci robotem kota, który mógł ich doprowadzić do Harrisa. Kot pełnił rolę posłańca. W ten sposób Harris nie narażał się na bezpośredni kontakt z Sonnym i mógł spokojnie knuć swoje plany przejęcia galaktyki. Nagle kot zniknął z ich oczu. Sonny podbiegł do szybu wentylacyjnego. Kot uciekł i nic nie wskazywało na to, że mogliby go teraz złapać.
- Cholera! - zdenerwował się Sonny. - Przecież musimy go dopaść. Corso, jak z nadajnikami? Wykryły coś?
- Nic Sonny. Zniknął na dobre.
- Co on knuje? - rozmyślał Sonny. - Arti, Bennett cofnijcie się do miejsca, gdzie go znaleźliśmy. Szukajcie czegoś podejrzanego. I nie dotykać eksponatów.
          Kocurek miał słabość do przechodzenia przez skróty, albo drogi, które nie powinny zostać zniszczone. Tak samo jak dzisiaj. Znaleźli go w Genesisowskim Muzeum pamięci najlepszych piłkarzy. Od razu wiadomo, że bomba, która by tam wybuchnęła, wzbudziła by duże zainteresowanie Sonnym, którego Technoid najprawdopodobniej by za to obwinił. Piraci musieli być bardzo ostrożni.

***
          Mecz pomiędzy Xenons i Shadows nadal daje nam mnóstwo emocji. Od momentu rozpoczęcia się drugiej połowy nadal mamy wynik 1:0 dla Xenonsów. Jednak jak widać, Shadowsi się nie poddają. Przy piłce Sinedd, udaje mu się przejść całe boisko i przy polu karnym podaje do Nilli. Ten efektownie podchodzi do bramki Xenonsów. Bramkarz wychodzi z bramki. Nagle Nilla podaje na lewą stronę do Sinedda, który ma wolną bramkę. Strzela! GOL dla Shadows. (...)

- I tak nie wygrają.- skomentował Ahito.
- Nie był bym taki pewny. W końcu się zorganizowali, a to dobry początek.- przyznał Rocket. - Stawiam 2:1 dla Shadowsów.
- Przyjmuję zakład. - zaśmiał się Mark.
- A ja mówię, że wygrają Xenonsi. - wtrącił Micro.
- Aa tam. Głupoty gadasz. - zaśmiał się D'jok.
- Obydwaj jesteście w błędzie. - wtrąciła Lee, wchodząc do salonu.
- A Ty znowu pewna swojego? - powiedział markotnie D'jok.
- Tak! - odpowiedziała pewnie. - Mecz skończy się remisem. - zaśmiała się. - 2:2.
- Nie może być. - zwątpił Rocket. - Shadowsi wzięli się do gry. Nie dadzą za wygraną.
- Może i nie, ale uwierz mi, że będzie remis.

          Zostało dwadzieścia minut do końca spotkania. Żadna z drużyn nie zamierza się poddać. Przy piłce Fulmugus z drużyny Shadows. Mija obrońców i wychodzi na pozycje do strzału. Biegnie w stroną bramki, ale nagle Luur zamraża go fluxem. Nie do wiary. Drużyna Shadows traci piłkę. Zawodnik Xenons z numerem siódmym biegnie do bramki, wybija piłkę w górę, z której korzysta Luur i strzela efektownego gola. Tak! Mamy 2:1 dla Xenons(...)

- Widzisz Rocket, już przegrałeś. - ucieszył się Micro-Ice.
- Tak, ale Ty jeszcze nie wygrałeś. - zaśmiał się D'jok.
- To niemożliwe, żeby w dziesięć minut Shadowsi zdążyli przejąć inicjatywę i strzelić. - odpowiedział z niedowierzaniem Thran.
- Wy tak robicie. - uśmiechnęła się Lee. - Ostatnia bramka będzie należała do Sinedda.

          Piłka przy drużynie Xenons. Nie, już nie. Sinedd pojawia się przed zawodnikiem i odbiera mu piłkę. Podaje do Nilli. Nilla przechodzi obronę, podaje znowu do Sinedda. Sinedd znika! Pojawia się przed samą bramką przeciwników i strzela! Tak, drodzy holo-widzowie mamy wynik 2:2. I właśnie w ten sposób kończymy dzisiejsze spotkanie. Drużyny dawały z siebie wszystko, by tylko dobrze wypaść przed nadchodzącym turniejem (...) 

- A nie mówiłam. - roześmiała się Lee.
- Cóż, do tego masz talent. - odwzajemnił uśmiech D'jok.

***
- Corso? Daj mi Sonniego, natychmiast. - rzucił Clamp.
- Dobrze, już go wołam.
- Sonny? Mam problem. - zaczął Clamp.
- Jaki?
- Ta dziewczyna, ta która była na treningu Snow Kids...
- Lee, tak, tak wiem. Co z nią? - zapytał Sonny.
- Widzę, że ją znasz. Widzisz, ona, ona posiada w sobie Multi-Fluxa.
- Jak to? Przecież to niemożliwe. - wystraszył się Sonny.
- Tak, też tak uważałem. Jednak po wszystkich moich obliczeniach wychodzi, że tak jest. Wydaje mi się, że musi mieć opanowanych więcej fluxów, których może kiedyś w przeszłości używała. Znasz ją, musisz z nią porozmawiać. Pojawienie się mulit-fluxa nie wróży nam nic dobrego. Dobrze o tym wiesz.
- Tak wiem Clamp. Zobaczę co da się zrobić. - dodał w zamyśleniu.

***
           Ciemne pomieszczenie, w którym można było zauważyć dużą, ciemną postać w kapturze. Był to mężczyzna. Najwyraźniej na kogoś czekał. Nie tylko na kogoś, ale także na coś. Czekał na moment, w którym nic nie stanie mu na przeszkodzie by przejąć galaktykę. Całymi dniami i nocami snuł plany, co on wtedy pocznie, gdy już będzie miał w rękawie władzę. Z tej pięknej bajki, którą snuł, wyrwał go ciężki męski głos. Jego oczom ukazał się duży mężczyzna, na oko w wieku czterdziestu lat. Ubrany był w ciemnoniebieski płaszcz i czarny strój. Wydawał się dość przerażający. Jednak on się nie bał. Wiedział, że ten człowiek pracuje dla niego.
- Co masz dzisiaj dla mnie Bitusie?
- Udało mi się pobrać próbkę fluxa D'joka. W jego organizm wstrzyknąłem Vanalinę, która szybciej pomoże nam uzyskać dobrze rozwinięty Oddech Akillian. - zaraportował.
- Dobrze, bardzo dobrze. - uśmiechnęła się postać. - A jak sprawy idą w związku z fluxem Unodizy?
- Cóż... Na razie, na razie nie mamy jakichkolwiek informacji o miejscu przebywania dziewczyny... - powiedział wystraszony.
- Jak to nie macie! - zdenerwował się. - Chcesz, żeby plan się nie udał?! Nie chcesz mieć w posiadaniu całej galaktyki?! No właśnie! - spojrzał zły na podwładnego. - Więc następny razem postaraj się bardziej! - dodał już nieco spokojniej. - A teraz odejdź, bez fluxa Unodizy nie jesteś mi potrzebny.
          Bitus odszedł, zostawiając swojego szefa zdenerwowanego w ciemnym pomieszczeniu. Mężczyzna siedział na wielkim krześle wśród mroku, głaszcząc swojego robo-kotka. - Już niedługo mój maleńki, już niedługo zawładniemy całą galaktyką. - powiedział do kota, zadowolony ze znaczenia tych słów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz