niedziela, 11 września 2011

Odcinek 4 "Odkrycie"

          Drażniący dźwięk budzika obudził z pięknego snu Micro-Ice'a. Przez przymrużone oczy spojrzał na budzik. Była już ósma trzydzieści. Od trzydziestu minut powinien być na nogach i pakować wszystko na dwutygodniowy urlop. Zdezorientowany brakiem D'joka w łóżku stwierdził, że jego przyjaciel już dawno musiał wyjść na miasto, zapewne w poszukiwaniu rzeczy na podróż. Uśmiechał się na samą myśl, że ma spędzić dwa tygodnie wśród morza, plaży, pięknych dziewczyn.... - O nie! - nagle oprzytomniał. - Przecież mamy dzisiaj jeszcze czterogodzinny trening. - momentalnie pogorszył mu się humor i uśmiech zniknął z jego twarz.


***
- Mei, powiedz mi dlaczego mnie unikasz? - wypytywał zrozpaczony brunet. - Dlaczego? Co ja Ci zrobiłem?
- Nie, ja przepraszam, ale ja nie mogę. Zrozum, ja nadal kocham D'joka. - powiedziała niemalże przez łzy. - Ja nie mogę mu tego zrobić, nie mogę go zostawić. - łezka spłunęła po jej policzku.
- Dobrze, już dobrze. Proszę Cię, uspokój się. - zaczął ją pocieszać. - Mówisz, że kochasz D'joka, a powiedz mi, tak szczerze... - zawahał się. - Jeśli taka jest prawda, to tu teraz, powiedz mi, że mnie nie kochasz. - skończył.
          Spojrzał na nią swoimi ciemnymi oczami, które także przeszkliły łzy. Mei była w rozsypce. Nie wiedziała co ma zrobić. Była rozdarta pomiędzy dwoma osobami - pomiędzy nim, a D'jokiem. Sama już nie wiedziała, kogo kocha, a kogo nie. Jednak, tego jednego słowa powiedzieć nie mogła. Dobrze wiedziała, że coś jednak do niego czuje...

***
- Czy wszystko już załatwione, Mistrzu Bitusie?
- Tak Ayrinn, możesz go wypuścić. Dopilnuj, by chłopak był przekonany o realnych powodach jego nagłego przyśnięcia. - uśmiechnął się Bitus.
- Dobrze.
          Ayrinn wyszła z pomieszczenia, które Mistrz Bitus uznawał za swój gabinet. Chociaż nie był on za duży, na każdej ścianie wisiały gabloty, które były przepełnione artykułami dotyczącymi katastrofy na planecie Unodiza. Bitus do dzisiaj nie mógł pogodzić się z faktem, że taka wspaniała planeta, która miała zwycięstwo murowane w turnieju nagle została pozbawiona tak potężnego fluxa. Ayrinn dochodziła już do drzwi pokoju, w którym od wczorajszego wieczoru leżał D'jok. Nie był im już na nic potrzebny. Jego rola w tym akcie się już skończyła. Teraz musieli tylko dotrzeć do pewnej dziewczyny, która na pewno nie będzie takim łatwym celem, jakim był D'jok. Sprawnym ruchem Ayrinn wstrzyknęła D'jokowi jasnozieloną substancję, po której D'jok zaczął się budzić.
- Gdzie ja jestem? Co ja... ojeju, to już ranek?! - wystraszył się.
- Spokojnie, nic Ci nie jest. No cóż, przespałeś kawał dnia. Już dwunasta. - miło się uśmiechnęła.
- Ale jak to, przecież... Dlaczego ja tutaj spałem? - zapytał już nieco pewniej.
- Usnąłeś .
- Jak to usnąłem? - zapytał zdziwiony. - Przecież to nieracjonalne.
- Usnąłeś... Tak normalnie. Wydaje mi się, że z przemęczenia. Urwałeś słowo w środku zdania... No i usnąłeś. - roześmiała się.
- Aha... Jeju, musiałem być nieźle zmęczony. - przeciągnął się. - Wiesz, dziękuję za gościne i przepraszam za kłopot, ale już powinnienem iść. - powiedział zawstydzony.
- Żaden kłopot. I w pełni Cię rozumiem. Do zobaczenie. - powiedziała z tajemniczym uśmiechem.
- Tak... Cześć... - odparł nieco speszony i wyszedł.

***
- Mei, co się z Tobą dzieję?
- Ze mną? Ależ nic...naprawdę. Jestem tylko troszkę przemęczona. - odparła.
- Martwię się o Ciebie.
- Nie masz o co. Naprawdę Tia. Nie zawracaj sobie mną głowy. - zaśmiała się.
- Ale ja się naprawdę o Ciebie martwię, w końcu jesteśmy przyjaciółkami.
- Tak ja wiem. To bardzo miło, że się o mnie martwisz. - powiedziała. - Bo niektórzy o tym zapominają. - dodała smutna.
- Problemy z D'jokiem?
- Mały kryzys. Tia, powiedz mi, jak Ty to robisz?
- Ale co? - spytała wystraszona.
- No... tak dobrze dogadujesz się z Rocketem.
- Wiesz, ja... sama nie wiem. - odparła. - Z Rocketem mam tak, jakby mnie rozumiał bez słów. I ja jego. Nie umiem tego opisać, naprawdę. - dodała zakłopotana.
- Rozumiem. - przytakła Mei. - Chodźmy na zakupy, muszę się jakoś odstresować, no i ... zobaczyć jak moja kolekcja ubrań prezentuje się na półkach sklepowych.
- Dobrze, ale w takim razie jeśli idziemy na zakupy... - zaczęła Tia. - To stawiasz lody!
- Umowa stoi. - odparła wesoła już Mei.

***
          Lee spacerowała po ulicach Genesis bez większego celu. Za pół godziny zaczyna się obstawianie meczu u Bellow'a. Stwierdziła, że musi postawić, bo inaczej nie będzie się miała z czego utrzymać, dlatego skręciła w ciemną i wąską alejkę. Zmierzała prosto do jego baru. Nic nie opiszę jej zdziwienia, gdy przy wejściu ujrzała znaną twarz, która tak naprawdę pomogła jej zacząć nowy etap życia.
- Din?! - krzyknęła radośnie. - Mój Boże... myślałam, że Cię już nie spotkam. Ale, ale co Ty tutaj robisz, nie powinieneś być na Akillianie?
- No coż, stwierdziłam, że muszę Cię jeszcze trochę pomęczyć. - roześmiał się. - Jak tam malutka?
- Jak widzisz, jakoś żyję. - odparła z irytacją. - Mecze bardzo dobrze pozwalają mi żyć.
- Bawisz się w zakłady? No wiesz, z tej strony Cię nie znałem. - zaśmiał się.
- Oh kolego, mało o mnie wiesz. - uśmiechnęła się Lee. - Słyszałeś, że nas szukają?
- Ta... obiło mi się o uszy, ale w ogóle mnie nie ruszyło. - znowu się roześmiał.
- Przyjmuję zakłady na mecz Lightnings vs. Xenons. - przerwał im głos Bellow'a.
- Racja. - odparła. - Wiesz, może pogadamy kiedy indziej, hmm? Bo jak widzisz, praca wzywa. - uśmiechnęła się.
- Cała Lee, dobrze, a więc do kiedyś. - dodał wesoło i wyszedł z baru.
- Obstawiam 3:3 (...)

***
- Zwariować idzie, czterogodzinny trening? Przecież to wariactwo. - zaczął narzekać M'Ice.
- Tak, tak Micro. Już mi to mówiłeś. - uśmiechnął się D'jok.
- Dobrze kochani, dzisiaj zaczniemy od zwykłego meczu z Rykersami, wszyscy do holotrenera. - rozkazał Aarch. - Clamp, daj im popalić. - dodał z uśmiechem.
- Dobrze Aarch.
- Myślisz, że przyjdzie? - zapytała niepewnie Dame Simbai.
- Przyjdzie. - powiedział stanowczo Warren. - Nie ominie takiej okazji.
          Trening był o wiele intensywniejszy niż wcześniejsze. Od razu było widać, że zawodnicy Aarcha nie byli w dobrej formie. Pierwszą piłkę od razu przejęły hologramy Rykersów. Nie zdobyły żadnej bramki, ale to tylko dzięki dobrej obronie Ahito. Snow Kidsi mieli zaledwie trzy dobre akcje na bramkę przeciwników, z czego żadna z nich nie doszła do gola. Jednak byli bardzo zmęczeni...
- Co wy robicie? Śmiecie nazywać się mistrzami? Weźcie się w garść, bo taką grą daleko nie zajedziecie. - denerwował się Aarch.
- Dzień dobry. - wtrąciła nieśmiało dziewczyna.
- Oo...Lee . - uśmiechnął się Waren. - Jednak postanowiłaś przyjść?
- Zapewne twierdziłeś, że nie ominę takiej okazji. Miałeś racje. - blado się uśmiechnęła.
- Clamp, wyciągnij ich. Nie mogę już na to patrzeć. - zmarkotniał Aarch. - Mam nadzieję Warren, że Twoja koleżanka da im popalić.
- Cóż, ja to wiem. No to tak, słuchajcie wszyscy, to jest Lee. Pomoże wam troszkę podczas tego treningu. - ukradkiem spojrzał na Lee. - Żeby pomóc jej się oswoić z holotrenerem proponuje taki układ. Na pierwszy raz wchodzi: Ahito, D'jok, M'Ice i ja. Pokażmy co potrafimy.
           Weszli do holotrenera. Lee nie mogła uwierzyć w to co widzi. Pierwszy raz w życiu będzie miała możliwość grać w takim świecie. Była bardzo podekscytowana.
- No więc co dla nas przygotowałaś? - uśmiechnął się Warren.
- No to może na początek postaracie się odebrać mi piłkę? - uśmiechnęła się szyderczo.
          Czuła się jak ryba w wodzie. Na pierwszy ogień poszedł Micro z D'jokiem. Próbowali odebrać jej piłkę we dwóch, jednak Lee przeszła ich przeskokiem i już znajdowała się na czystej pozycji do strzału. Do akcji wkroczył Warren. Podbiegł do niej używając Szarży. Wtedy blondynka podrzuciła piłkę do góry. Nie minęła nawet sekunda, gdy znalazła się momentalnie przy niej, używając fluxa kopnęła piłkę w stronę bramki, jednak Ahito zdołał ją obronić.. Opadła na ziemie. Nikt z zebranych nie mógł uwierzyć w to, co widział.

***
STOWARZYSZENIE FLUXA
- Brim Simbro, mamy pewien problem.
- Jaki? - spytał z powagą przywódca stowarzyszenia.
- Na planecie Genesis odkryliśmy użycie fluxa, który już od dawna nie istnieje.
- Mów jaśniej.
- Flux ze Strefy 13 ukazał się na Genesis.
- Flux planety Unodiza?
- Tak mistrzu Simbra. - odparł blado.
- To bardzo niedobrze, wyczuwam zagrożenie dla galaktyki. Będzie trzeba zainterweniować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz