Mecz zakończył się dobrym wynikiem dla Snow Kids, jednak przygoda ich kolegi - Marka, bardzo ich zmartwiła. Wszyscy zebrali się w gabinecie Dame Simbai, by być przy nim w tak trudnym dla nich momencie.
- Nic Ci nie będzie. - powiedziała spokojnie Dame Simbai. - Za jakiś miesiąc spokojnie będziesz mógł wrócić do treningów. -dodała.
- Za miesiąc?! - krzyknął zdenerwowany Mark.
- Nic na to nie poradzę. Bardzo poważnie skręciłeś kostkę, pozrywałeś dwa ścięgna u nogi. To wszystko wymaga rehabilitacji. - wyjaśniła. - Przykro mi.
Mark jak i reszta drużyny byli załamani. Nie wiedzieli jak teraz potoczy się ich los w sprawie Galactik Football Cup. Brakowało im jednego zawodnika. Mark był wyeliminowany z gry przez najbliższy miesiąc. Co prawda był jeszcze D'jok. Niestety jego stan zdrowia nie poprawił się od momentu wypadku podczas treningu.
- Dame Simbai, mogę Cię prosić? - zapytał Aarch.
- Ależ oczywiście.
- Co z Markiem?
- Jak mówiłam. Nie może grać przez najbliższy miesiąc. Bardzo uszkodził nogę. Mogę mu pomóc wrócić do dawnej sprawności, ale to wymaga czasu.
- Rozumiem. - odpowiedział w zamyśleniu Aarch. - A co z D'jokiem?
- Jeszcze się nie wybudził, jeśli o to Ci chodzi, a jego wyniki nie zmieniły się ani trochę. Ani na lepsze, ani na gorszę.
- Czyli... Nie da rady grać? - zapytał z nutką nadziei.
- Aarch to jest wykluczone. Nadal jest osłabiony, a jego stan nie jest stabilny. Nawet jeśli uda mi się zrobić jakieś postępy i wybudzić go ze śpiączki on musi odpoczywać. Chyba nie chcesz, by stało mu się coś gorszego? - spojrzała na niego z wyrzutem.
- Oczywiście, że nie. - szybko odpowiedział Aarch. - Szukałem tylko jakiegoś rozwiązania. Teraz nie pozostaje mi nic innego. - dodał drapiąc się po głowie. - Drużyna Snow Kids potrzebuje nowego gracza.
***
- Co z D'jokiem?
- Bardzo mi przykro Sonny, ale nadal się nie wybudził. - powiedział smutnym tonem głosu Clamp. - Może chciałbyś go odwiedzić?
- Oczywiście, że bym chciał, ale mam teraz dużo na głowie. - odparł zmartwiony. - Mógłbyś mnie informować o jego stanie?
- No jasne Sonny, nie ma problemu. - przytaknął Clamp.
- Dziękuję. - odpowiedział i odłączył się. - Corso, jak tam nasz kotek?
- Znowu pojawił się przy tym muzeum. Arti i Bennett nie spuszczają go z oka. - odpowiedział ciemnowłosy.
- Żeby tylko go nie zgubili.- dodał zamyślony i od razu połączył się z Artim. - Gdzie jesteście?
- Kot doprowadził nas do magazynów technoidu, wszedł górą do jakiegoś pomieszczenia i ślad po nim zaginął. Nic więcej nie wskóramy. - powiedział Arti unosząc ręce. - W pomieszczeniu Bennett zauważył jakąś blondynkę i mężczyznę. Nie wiemy kto to.
- Dobrze, nie spuszczajcie ich z oczu.
***
- Bitusie już wiem gdzie możemy znaleźć Lee. - powiedziała Ayrinn z poważnym wyrazem twarzy. - Jednak mam problem co do wtopienia się w otoczenie.
- A gdzie to się nasza przyjaciółka ukrywa? - zapytał z ironicznym uśmiechem.
- Podczas meczu towarzyskiego Snow Kids, drużyna wykonała jedną z akcji drużyny Unodizy. Podejrzewam, że właśnie tam zatrzymała się Lee.
- Drużyna Snow Kids powiadasz? - zainteresował się Bitus. - No to może pokręcisz się znowu koło D'joka? Przecież chłopak Ci ufa. - dodał z uśmiechem.
- Ale Bitusie, oni są na Paradisi, będę musiała...
- Tak, owszem. Jechać na Paradisię. - przerwał jej zdenerwowany Bitus. - Choroba D'joka będzie dobrym pretekstem Twoich odwiedzin. - powiedział i roześmiał się głośno.
- Dobrze Bitusie. - odparła Ayrinn i spuściła wzrok.
Wiedziała, że będzie musiała znowu oszukiwać D'joka, czego nie chciała. Polubiła go. Po zakończeniu ostatniego aktu planu była zadowolona, że nie będzie musiała już więcej razy przyczyniać się do krzywdzenia jego osoby. Jednak plan uległ zmianie. Założyła kaptur i wyszła z pomieszczenia. Musiała zacząć pakować się do wyjazdu.
***
- Arti, widzisz ją? - przerwał koledze słuchanie meczu towarzyskiego Bennett. - Ta dziewczyna. Szybko, dzwoń do Sonniego.
- Akurat teraz? - spojrzał na niego z wyrzutem.
- Arti. - zdenerwował się Bennett.
- Dobra, już się robi. - wystraszył się mulat. - Sonny, z pomieszczenia wyszła dziewczyna, ta blondynka o której Ci mówiłem.
- Dobrze, śledźcie ją. - rozkazał Blackbones.
- Ok. - odparł.
- Przesyłamy jej zdjęcie. - zaczął Bennett. - Karz Corso znaleźć coś o niej. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziałem, może system coś o niej będzie wiedział.
- Jasne, idźcie za nią, bo ją zgubicie. - rozłączył się Sonny.
Zgodnie z rozkazem Arti i Bennett podążyli w ślad za tajemniczą dziewczyną. Ayrinn nie miała pojęcia, że może być śledzona, dlatego od razu poszła do swojego mieszkania - domku, który stał w lesie Genesis. Piraci nie ukrywali swojego zdziwienia, porozumiewawcze spojrzenia od razu wszystko powiedziały. Wiedzieli, że ta dziewczyna jest w coś zamieszana. Nie spuszczali jej z oka, tak jak rozkazał Sonny.
***
Rocket i Tia po wygranym meczu spacerowali po plaży, trzymając się za ręce. Piękny zachód słońca stwarzał romantyczną atmosferę, która najwyraźniej rozluźniała parę. Chociaż się uśmiechali, wewnątrz siebie każdy z nich ciężko przeżywał chorobę D'joka, czy też kontuzje Marka, jednak ani jedno nie chciało o tym rozmawiać. Najbardziej przytłaczała Tię sprawa D'joka. Przez te parę lat wspólnej gry, zżyła się z nim jak z jedynym bratem. Byli bardzo dobrymi przyjaciółmi. Bała się o jego zdrowie o wiele bardziej niż reszta drużyny. Nie wiedziała także co ma począć w sprawie Mei. Co prawda obiecała przyjaciółce, że nic mu nie powie, jednak wydawało jej się to nie fair wobec D'joka. - Rocket - zaczęła nieśmiało. - Wiesz, jestem już zmęczona, może wrócimy do hotelu? - zaproponowała. - Poszłabym się położyć.
- Dobrze, jak sobie życzysz. - uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
Razem wrócili do hotelu. Tia wcale nie była zmęczona. Chciała tylko wymyślić jakiś pretekst, by móc w spokoju odwiedzić D'joka i spytać się o stan jego zdrowia Dame Simbai. Nie mogła tego powiedzieć wprost Rocketowi, bała się, że mulat źle ją zrozumie i stanie się zazdrosny.
***
- Bennett. - zaczął Corso. - Wasza blondyneczka ma na imię Ayrinn, pochodzi z Unodizy. Nawet sobie nie wyobrażasz ile musiałem się czegoś o niej naszukać.
- To bardzo ciekawe. - wtrącił Sonny. - Co ona robi?
- Pakuje się. - powiedział zdezorientowany Arti.
- Wyjeżdża? - zdziwił się Sonny.
- Na to wygląda.
- Dajcie nam znać jak się dowiecie czegoś więcej. - dodał Sonny.
Piraci też tak zrobili. Śledzili ją na każdym kroku. Dziewczyna spakowana zawołała taksówkę, którą chłopaki także śledzili. Ayrinn dojechała do Astroportu i o dziwo zamówiła bilet na Paradisię. Bennett od razu poinformował o tym Sonniego.
- Na Paradisię? - zdziwił się. - Coś czuję, że nasza koleżanka szuka Lee. - dodał w zamyśleniu. - Arti, Bennett wracajcie. Czas odwiedzić mojego syna. - uśmiechnął się Sonny.
***
Tia już od jakiegoś czasu przesiadywała w gabinecie Simbai, gdzie na kozetce leżał nieprzytomny D'jok. Jego stan zdrowia nadal nie uległ poprawię, co bardzo zmartwiło białowłosą. Siedziała przy nim i rozmyślała, czy jej przyjaciel z tego wyjdzie. Nagle ktoś położył rękę na jej barku. Wystraszona obróciła się gwałtownie w obawie, że to Rocket, jednak za sobą ujrzała Micro-Ice'a.
- Widzę, że nie tylko ja się martwię. - powiedział smutnym, niepodobnym do siebie głosem Micro.
- To już prawie cztery dni. Boje się, że z tego nie wyjdzie. - spuściła wzrok Tia.
- Ja też. - przytaknął Micro-Ice.
Całemu zdarzeniu przyglądała się Lee. Nie wiedzieć czemu bardzo interesowała ją sprawa D'joka. Miała przypuszczenia, że za jego chorobą kryje się interwencja innych osób. Z tego co podsłuchała, przyczyną jego choroby jest zbyt szybkie rozwijanie się Oddechu. Kiedyś słyszała o możliwości zastosowaniu jakiejś substancji, która pomagała zawodnikom na szybsze opanowanie danego fluxa, podobno stosowano to na jej planecie.Niestety wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem, czyli inaczej śmiercią. Przeraziła ją sama myśl o tym. Miała obawy, że za chorobą D'joka kryje się ktoś z jej dawnego otoczenia.
***
Następnego dnia cała drużyna postanowiła wybrać się na plaże. Może nie tyle co postanowiła jak wykonywała rozkaz trenera, który kazał im nie myśleć o wszystkich nieprzyjemnych sprawach. Dzieciaki musiały się zaaklimatyzować w wiecznym, upalnym słońcu i słonym powietrzu. Najmniej z tym problemu miał Ahito, który rozłożył ręcznik plażowy na piasku, położył się i od razu zasnął. Jego brat Thran z Markiem i Micro-Ice'm postawili na nieco aktywniejszą formę wypoczynku.
- Mówię Ci Micro, to nic trudnego. Nie możesz tylko puścić sznurka. Windsurfing wcale nie jest taki trudny, a dzięki moim ulepszeniom deska jest jeszcze sprawniejsza. - powiedział zadowolony z siebie Thran.
- No nie wiem. - miał wątpliwości Micro.
- Widzisz Thran, niektórzy nie dorośli do męskich sportów. - zaśmiał się Mark. - Daj, ja pierwszy spróbuje.
- Wiesz Mark, wydaje mi się, że z Twoją sytuacją to może lepiej... - zaczął zakłopotany Thran
- Jeszcze czego. - oburzył się niski Micro-Ice. - Co to się dzieje na tym świecie, by kalecy pouczali mistrzów. - dodał. - Daj to, pokaże wam jak się to robi.
Tia, Mei i Yuki opalały się w Paradisiańskim słońcu zapominając o problemach. Mei miała szczęście nie trafiać na Sinedda w trakcie tych wakacji. Nie chciała tego spotkania, bardzo go nie chciała. Rocket siedział przy barze razem z Warrenem rozmawiając o ubiegłym meczu Lightningsów z drużyną Shadows. Brązowowłosy dobrze wiedział, że następny mecz czeka ich właśnie z tą drużyną. Chciał być przygotowany na wszelkie niespodzianki drużyny Shadows. Tia, chociaż już spokojniejsza nadal była myślami z D'jokiem. Brakowało jej jego kłótni z Micro-Icem. Zresztą nie tylko jej. Dziewczynie brakowało także jeszcze jednej osoby - Lee, która od meczu towarzyskiego nie pokazywała się drużynie Snow Kids.
***
-Mamy problem Bitusie. - zakomunikowała Lena. - Sonny Blackbones zmierza w stronę Paradisi. Boje się, że może popsuć nam plany.
- A więc, droga Leno trzeba się nim zająć. - złożył ręce z zadowolenia Bitus. - Możesz odejść. - dodał. -Słyszałeś kotku? Mamy problem. Powiadom swojego szefa. - robo-kot od razu zabrał się do wykonywania swojego zadania
***
Piraci byli już w połowie drogi na planetę Paradisia. Musieli tylko przelecieć przez portal, który o wiele ułatwiał dotarcie do tego miejsca.
- Corso, masz współrzędne portalu? - spytał Sonny.
- Tak.
- Kapitanie. - usłyszał wystraszony głos Artiego. - Mamy towarzystwo.
Na nadajniku zaraz za Czarną Mantą ukazały się cztery statki obronne, które najwyraźniej broniły dojścia do portalu. Ktoś ewidentnie nie chciał Sonniego na Paradisi. Zaczęły ostrzał, który bardzo trudno było wyminąć Piratom.
- Corso, oddal się od tego miejsca. Musimy ich zgubić. - rozkazał Sonny.
- Tak jest.
- Znajdziemy inne wejście. - powiedział pełny nadziei Sonny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz