piątek, 18 listopada 2011

Odcinek 12 "Nowy problem"

          Kolejny dzień nie ubłagalnie się zbliżał. Słońce leniwie przedarło się przez ciemne chmury, tym samym oświetlając pokój chłopaków. Zegar tykał coraz szybciej, by w końcu móc zadzwonić. "Wybiła godzina śmierci" - pomyślał Micro-Ice. Sturlał się z łóżka i po omacku zaczął szukać budzika, którego tak bardzo nienawidził. 
- Długo będziesz się z tym męczył? - zapytał D'jok, który właśnie wychodził z łazienki.
- Oo. D'jok - zdziwił się czarnowłosy. 
- A któż by inny? - zaśmiał się.
- Odzwyczaiłem się już od twojego towarzystwa w pokoju - przyznał się brunet. Wstał z podłogi, położył kołdrę na łóżku i zabrał się za wyłączanie budzika.
- Będziesz się musiał znowu przyzwyczaić - posłał mu uśmiech rudowłosy.
- Racja. - Micro-Ice nerwowo próbował wyłączyć budzik, który ewidentnie odmawiał z nim współpracy. Zdenerwowany rzucił go o podłogę, po czym drażniący dźwięk umilkł.
- Właśnie. Już się odzwyczaiłem od twoich metod wyłączania budzika - rzekł D'jok spoglądając na resztki urządzenia.
- Uwierz mi, ostatnio żadnego nie zepsułem. Teraz tak jakoś - podrapał się po głowie.
- Ta...
- Snow Kids, stawcie się na treningu. Czekam na was w sali treningowej - usłyszeli głos trenera.
          Brunet sprawnie wgarnął resztki budzika pod łóżko i zabrał się za ścielenie łóżka, co w zupełności mu nie wychodziło. Po wielu próbach odstawił to "na później" i chwycił ręcznik. Z lekkim uśmiechem wszedł do łazienki, by po chwili wyjść z hukiem. Uśmiechnięty już Micro-Ice pociągnął D'joka i razem skierowali się w stronę sali treningowej. 

***
          Aarch w rzeczywistości nie miał zamiaru przeprowadzenia treningu. Miał dla swoich zawodników o wiele trudniejsze zadanie. Zastanawiał się niejednokrotnie jak sprawnie przeprowadzić eliminacje do drużyny. Co prawda, mógł ogłosić nabór, jednak wtedy było by o wiele za dużo chętnych. Już na samym początku wykluczył tą możliwość. Wpadł na zupełnie lepszy pomysł. 
          Na Paradisii, w nadchodzącym czasie miały odbyć się zawody piłki nożnej dla nowicjuszy. Każdy miał możliwość wystąpienia, a zawodnicy bez problemu mogliby wypatrzeć osoby, które teoretycznie mogłyby należeć do drużyny. Początkowo Aarch miał ochotę pojawić się tam osobiście, jednak stwierdził, że wzbudziłby tylko niepotrzebne zamieszanie. Tym właśnie sposobem postanowił, że nowym zawodnikiem zajmą się Snow Kidsi.
          Cała drużyna spokojnym krokiem weszła do sali treningowej. Ubrani w swoje żółto-czarne stroje, okazywali pełną gotowość do treningu. Jakie było ich zdziwienie, gdy w pobliżu nie ujrzeli Clampa, ani Dame Simbai, tylko Aarcha, który gestem ręki kazał im usiąść. 
- Dobrze, moi drodzy - zaczął. - Zapewne zastanawiacie się, po co was tutaj wezwałem. Jak już zauważyliście, nie ma to nic wspólnego z treningiem. Mam dla was zadanie - złożył ręce trener.
- Jakie? - wypytywali zdziwieni zawodnicy.
- Na Paradisii, za trzy godziny odbędzie się turniej nowicjuszy piłki nożnej. Chciałbym, abyście poszli tam w formie widzów i wypatrzyli potencjalnych zawodników naszej drużyny. Jak już wspomniałem, brakuje nam zawodnika, a to najlepsza i jedyna okazja na jego zdobycie.
          Na sali zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli na siebie ze zdziwieniem w oczach, gdyż nie myśleli, że ich trener będzie kazał im wybrać przyszłego zawodnika. Czuli się dobrze w swoim stałym składzie i zważając na fakt, że D'jok powrócił do zdrowia, sądzili że nie powinno być problemów. Jednak nikt nie śmiał się sprzeciwić.
- Dlaczego po prostu nie ogłosimy naboru? - spytała Mei.
- Zrobiłoby to za duże zamieszanie, a jak wiecie, za cztery dni gramy mecz z Shadowsami.
- Racja - przytaknął Mark.
- Tak więc, idźcie się przygotować. Liczę, że kogoś znajdziecie - triumfalnie uśmiechnął się trener.
          Dzieciaki zaczęły kolejno wychodzić z sali. Micro-Ice był bardzo podekscytowany - jak zawsze zresztą - wieścią, że może poznać nowe osoby. O wiele mniej zainteresowania zaistniałą sytuacją wyrażała Mei. Ciągle myślami była w swoimi świecie.

***
          D'jok, wlepiając wzrok w ziemię, szedł - szurając nogami po podłodze - do swojego pokoju. Siły powróciły, a on, na samą myśl o treningu czuł się jak w niebie. Był bardzo zawiedziony faktem, że dzisiaj nie ma na co liczyć. Prawdopodobnie jego opiekunowie nie pozwolili by mu jeszcze ćwiczyć, więc twierdził, że nic nadzwyczajnego go nie ominęło.
          Był już parę kroków od swojego pokoju, gdy nagle za swoimi plecami usłyszał cieniutki głos dziewczyny.
- D'jok!
- Tak? - Chłopak odwrócił się na pięcie, by ujrzeć osobę, która go zawołała.
- D'jok - powiedziała milutko Ayrinn, stając naprzeciwko chłopaka.
- Ayrinn - zdziwił się rudowłosy. - Słyszałem pogłoski, że u mnie byłaś, ale... ale Micro-Ice lubi rozgadywać głupoty.
- Rozumiem, ale jestem - uśmiechnęła się.
- Widzę, co tutaj robisz? - zapytał. 
- Chciałam zobaczyć wasz mecz towarzyski, a jak tu przyjechałam, to dowiedziałam się o twojej kontuzji - rzekła. - I... I chciałam cię odwiedzić - dodała nieśmiało.
- Rozumiem - uśmiechnął się D'jok.
- Może... Może pójdziemy gdzieś razem? 
- Z miłą chęcią, ale... Przepraszam, nie mogę teraz - odmówił. - Trener kazał nam znaleźć nowego zawodnika i za niecałe trzy godziny muszę być na miejscowym stadionie.
- Rozumiem - odparła, robiąc smutne oczy i opuszczając głowę.
- Ale nie smuć się. - D'jok swoją ręką leciutko uniósł podbródek Ayrinn. - Jak tylko wrócę, to możemy iść, gdzie tylko chcesz - powiedział wesoły.
- Dobrze - ucieszyła się blondynka.
          Stanęła na palcach i pocałowała D'joka w policzek. Nie czekając na jego reakcje pobiegła w stronę wyjścia. Zdziwiony i zarumieniony D'jok stał przez dobre dziesięć minut na korytarzu, bezcelowo wlepiając swój wzrok w ścianę. Zastanawiał się nad tym, co się przed chwilą stało. Czy on, czy on zdradził Mei? Od razu odrzucił od siebie to, jakże bezsensowne pytanie i opamiętując się, wszedł do swojego pokoju, w którym zastał ubranego już, przyjaciela. 

***
          Wszyscy zawodnicy Akilliańskiej drużyny niepewnie weszli na stadion, na którym miały odbyć się owe zawody. Każdy z nich zaczął nerwowo się rozglądać, gdyż - jak wcześniej ustalili - chcieli jak najszybciej znaleźć nowego zawodnika, by mieć więcej wolnego dla siebie czasu. Podzielili się na dwu-osobowe grupy, dzięki czemu miało im to pójść o wiele sprawniej. Mei razem z Tią, D'jok z Micro-Icem, Thran z Ahito i Mark z Rocketem. Jako jedyna nieobecna była Yuki, która była na obiedzie ze swoją rodziną.
          W ustalonych grupach, każdy rozszedł się w swoją stronę i razem ustalili, że spotkają się przed końcem finałów właśnie w tym miejscu, w którym aktualnie stoją i przedstawią swoich kandydatów. Jednogłośnie zadecydowali, że od razy wytypują tylko jednego zawodnika.

***
           Białowłosa leciutkim krokiem zmierzała w stronę spisu drużyn. Przy boku z Mei, od czasu do czasu rozmawiały na różne tematy. Od bardzo już długiego czasu nie miały okazji porozmawiać ze sobą szczerze, ponieważ problemy drużyny przerosły każdego zawodnika. Teraz, kiedy wszystko powoli wracało do normy, miały dla siebie troszkę czasu.
          W pewnym momencie Mei stanęła w miejscu.
- Co się stało? - zapytała białowłosa. 
- Nic... - odparła Mei.
- Ale na pewno? 
- Tak.
- Idziesz? 
- Wiesz Tia - zaczęła. - Muszę iść do łazienki. Sprawdź sama, a potem do ciebie dołączę, ok? - zapytała Mei.
- Dobrze - odparła Tia i ruszyła w stronę kartki.
          Mei wcale nie poszła do łazienki. Podczas rozmowy ze swoją przyjaciółką, rozglądała się naokoło, by wytypować osoby, które - według niej - przejawiały jakiekolwiek zdolności piłkarskie. Kiedy się tak rozglądała, niespodziewanie ujrzała osobę, którą najmniej chciała ujrzeć. Był to Sinedd.
          Zdenerwowana czarnowłosa ruszyła szybkim krokiem w stronę bruneta, który także ją zauważył i chciał do niej podejść. Jednak powstrzymał się, gdy zauważył przy jej boku Tie. 
- Co ty tutaj robisz? - zapytała Mei.
- Jestem? - odparł.
- Ale po co? Śledzisz mnie, czy jak? 
- Nie, nie śledzę cię. Nie denerwuj się - zaczął ją uspokajać. - Szukam nowego zawodnika Shadowsów. 
- Jak to? - zdziwiła się dziewczyna.
- Kalan miał poważną kontuzję i chyba nie będzie już możliwości, by wrócił do gry. W tym wypadku moja drużyna zostaje bez zawodnika. 
- Aha... - odparła.
- A może... - zamyślił się.
- A może co? 
- A może ty byś do nas dołączyła? - zapytał pełny nadziei.
- Co?! - krzyknęła Mei. 
- No ale dlaczego nie? Byłabyś idealnym zawodnikiem - odparł z uśmiechem.
- Sinedd, nie... - rzekła niepewnie.
- Mei - spojrzał jej w oczy. - Przemyśl to chociaż, dla mnie. Proszę...
          Brunet nieśmiało przejechał opuszkami palców po jej policzku, po czym szczerze się uśmiechnął i odszedł. Mei od razu posmutniała i przypomniała sobie jego słowa, które zawsze powtarzał. "Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać". Zrezygnowana ruszyła w stronę łazienki, by obmyć twarz zimną wodą. 

***
          Tia uprzejmie poprosiła organizatora o listę wszystkich drużyn i nazwisk osób, które grają. Mężczyzna, w średnim wieku, bez problemu dał białowłosej potrzebne informacje i oczywiście nie obeszło się bez autografu. Życzył jej przy okazji zwycięstwa w następnym meczu, gdyż - jak się okazała - był ich wielkim fanem. 
          Białowłosa zadowolona z przebiegu sytuacji, parokrotnie rozejrzała się po sali, szukając wzrokiem swojej przyjaciółki. Niestety nie ujrzała jej nigdzie w pobliżu, dlatego postanowiła, że pójdzie do barku się czegoś napić. Usiadła na jednym z wysokich stołków i poprosiła o sok pomarańczowy. Kiedy go dostała, ze znudzeniem zaczęła mieszać słomką zawartość szklanki. 
- Łołołoł... Czyż to nie sławna zawodniczka Snow Kidsów, Tia? - usłyszała nieznany jej męski głos. Leniwie zwróciła swoje oczy ku chłopakowi, który zadał jej pytanie.
- Jak widać - odparła.
- Pozwól, że się przedstawię - teatralnie powiedział chłopak i z przesadzoną grzecznością chwycił Tię za rękę i pocałował ją - Josh Ravatti.
- Tak, miło mi - odparła speszona i szybko wyrwała rękę z jego uścisku.
- Może się czegoś napijemy? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Już pije. 
- Rozumiem - zamyślił się. - Wiesz, co taka dziewczyna jak ty, robi sama przy barze? 
- Siedzi, jak widać.
- Ale sama? Taka piękna... - rozmarzył się. Josh przysiadł się koło niej i opierając swoją głowę na łokciu spojrzał jej w oczy. - Co powiesz na to, byśmy gdzieś razem wyszli, jak tylko rozgromię resztę drużyn? - zapytał z uśmiechem, który nie schodził mu z ust.
- Nie, podziękuję - rzekła Tia i wypiła sok ze szklanki.
- Nie przejmuj się, Rocket się o niczym nie dowie. Ja zły nie jestem, chciałbym tylko móc cię lepiej poznać. - Przybliżył swoją twarz do twarzy dziewczyny.
- Miło mi, ale podziękuję. Jestem zajęta - odparła zdenerwowana już nieco Tia. Odsunęła się od chłopaka i wstała od stolika.
- Ale jakby co, wiedz, że znajdziesz mnie blisko swojego hotelu - uśmiechnął się zalotnie w jej kierunku i posłał całusa.
          Tia wystraszona zachowaniem chłopaka udała się w stronę łazienki, ignorując jego uwagi. Miała dość jego towarzystwa i to po pięciu minutach znajomości. Nie zamierzała tego ukrywać - wręcz przeciwnie. Chciała jak najszybciej dać mu do zrozumienia, że jest strasznie namolny i wbrew wszystkiemu, niekulturalny.

***
          Mecze dobiegały końca, a do finału pozostała niecała godzina. Każda z drużyn była bardzo podekscytowana, szczególnie, gdy dowiedzieli się o obecności gwiazd.
          Snow Kidsi zebrali się we wcześniej ustalonym przez siebie miejscu i wymienili się swoimi sugestiami odnośnie zawodników. Byli wszyscy, oprócz Tii i Mei, które nie pojawiły się na czas. Chłopaki bardzo zawzięcie popierali wybranego przez siebie kandydata, jednak po paru sprzeczkach wreszcie wybrali nowego gracza. Teraz tylko wystarczyło zobaczyć, jak poradzi sobie w finałowym meczu i zaproponować mu grę. Nic prostszego.
          Nieco spóźnione doszły dziewczyny, które nie brały udziału w wybieraniu zawodnika. Z jednej strony się cieszyły, gdyż im nie udało się znaleźć potencjalnego gracza, a z drugiej - bały się wybrańca kolegów z drużyny. Nie pozostało im nic innego, jak zaakceptować wybór.
- Który to? - wypytywała Tia Rocketa.
- Zobaczysz - zadziornie się uśmiechnął i przytulił ją. - Sam wybierałem.
- Czyli musi dobrze grać - zaśmiała się dziewczyna.
          Mecz dobiegł końca. Wszyscy widzowie zaczęli się rozchodzić, a zawodnicy powoli schodzili z boiska. Snow Kidsi podeszli do wyjścia i czekali, aż ich przyszły gracz zaszczyci ich swoją osobą. Nie musieli czekać długo. Zaledwie po trzech minutach stanął w drzwiach dosyć wysoki chłopak, o niebieskich oczach i blond włosach, które zaczesywał do góry. Na jego ustach bez przerwy widniał uśmiech, a oczy śmiały się razem z nim. 
          Jako pierwszy podszedł Rocket z D'jokiem, którzy chcieli jako pierwsi przedstawić swoją propozycję.
- Cześć - zaczął D'jok.
- Ooo. Kogo ja widzę. Sławni Snow Kids. Przyszliście mi pogratulować? - zaczął blondyn.
- Coś tego typu - nerwowo zaśmiał się Rocket.
- Chcieliśmy przyjąć cię do drużyny - powiedział rudowłosy.
- Naprawdę? - nie dowierzał chłopak.
- Tak - odparli razem z Rocketem.
- No to super - uśmiechnął się i zlustrował wzrokiem wszystkich zebranych. - Ooo! Tia - wykrzyknął w końcu.
          Dziewczyna momentalnie przerwała rozmowę z Mei i odwróciła się. Od razu jej twarz wykrzywiła się w grymas, gdy zobaczyła kto jest nowym zawodnikiem. "Dlaczego on?" - zaczęła nerwowo myśleć. On - chłopak, który całkiem niedawno bezczelnie podrywał ją przy barze. "I to on ma być w drużynie?!" - krzyczała w myślach.
- Rocket - zwróciła się w końcu do chłopaka. - To.... on? - zapytała z nadzieją, że się myli.
- Tak - uśmiechnął się szatyn.
- Super - syknęła pod nosem.
- Widzisz, Tia. I poznamy się lepiej - powiedział Josh, podchodząc do dziewczyny. Objął ją ramieniem, na co ta szybko się od niego odsunęła. Wiedziała, że będzie to ciężki sezon tak samo dla drużyny, jak i dla niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz