niedziela, 6 listopada 2011

Odcinek 11 "Rutyna codziennego życia"

          Jasne, nieprzyjemne światło oślepiło D'joka, który chciał otworzyć swoje zielone oczy. Chciał zasłonić je ręką, jednak ona odmówiła posłuszeństwa. Czuł się tak bardzo słaby, nie miał siły by się podnieść. Zaniepokoiło go to zdarzenie. Zastanawiał się gdzie jest i co się z nim dzieje. Jedyne co pamiętał to rozpoczęcie treningu i mecz przeciwko drużynie Wambas. Pamięć jednak wracała. Zaczął przypominać sobie w jakich okolicznościach ten trening się skończył. Wspomnienia zawiodły go jednak po momencie, gdy wyskoczył po piłkę, by ją odebrać. Więcej nie pamiętał. Ponowił próbę otwarcia oczu, jednak w o wiele wolniejszym tempie. Z każdą napływającą sekundą od ich otworzenia, obraz przybierał coraz lepszą ostrość. Rozejrzał się po otaczającym go miejscu i od razu uświadomił sobie, że znajduje się w gabinecie Dame Simbai. Wystraszony zauważył, że jest podłączony do aparatury, która dokładnie pilnuje bicia jego serca. Domyślił się, że coś nieprzyjemnego musiało się stać podczas gry. Jeszcze raz, tym razem dokładniej rozejrzał się po pokoju, gdy nagle ujrzał wchodzącą postać. Postać była mu bardzo dobrze znana. Był to jego ojciec. Bardzo ucieszył się na jego widok, jednak nie mógł opanować swojego zdziwienie, co on tutaj robi.
- Tato. - ledwo słyszalnym głosem powiedział rudowłosy chłopak.
- Cześć synu. - uśmiechnął się Sonny i podszedł bliżej. - Jak się czujesz? 
- Dobrze, ale... Nie mam siły. 
- Tak wiem, prawie tydzień byłeś w śpiączce. 
- Co się stało? - zapytał zdziwiony D'jok.
- Miałeś wypadek podczas treningu, ale jak widać wszystko wraca do normy. - uśmiechnął się Pirat.
- A co Ty tutaj robisz? 
- Przyjechałem Cię odwiedzić. - odparł zamyślony.
- A nie powinieneś być na Genesis? Co z Harrisem, co z... 
- Uspokój się. - przerwał mu spokojnie ojciec. - Nic nie jest dla mnie tak ważne jak Ty. - dodał. 
- Rozumiem Cię. Ile byłem nieprzytomny? - zapytał chłopak.
- Prawie tydzień.
- A co z meczem? Przegraliśmy? - wystraszył się D'jok. 
- Spokojnie. Mecz jak najbardziej wygraliście z przewagą 2:0. Nie martw się o to. - uspokoił syna Blackbones. - D'jok, była także tutaj Twoja przyjaciółka z Genesis. - powiedział.
- Przyjaciółka z Genesis? Jaka? - zdziwił się rudowłosy.
- Taka blondynka, przedstawiła się nam jako Ayrinn. Znasz ją? - zapytał podejrzliwe Sonny.
- Ayrinn? - zdziwił się D'jok. - Tak, kojarzę ją, ale... Co ona tutaj robiła? - ponownie się zdziwił.
- Chciała Cię odwiedzić. Skąd ją znasz?
- Poznałem ją kiedyś w parku. - odparł bez przywiązania wagi na pytanie ojca. 
- Rozumiem. - zamyślił się Sonny. - Długo ją znasz? 
- Nie, od niedawno bodajże, ale bardzo dobrze mi się z nią rozmawia. - odparł chłopak.
- Aha. 
- Zostajesz na Paradisii? - spytał pełen nadziei D'jok.
- Nie. Nie zostaję. - odpowiedział mu ojciec.
- Czyli wracasz na Genesis? 
- Cóż. - zamyślił się Pirat. - Wiesz D'jok, postanowiłem wrócić na Akillian. Chciałem troszkę odpocząć od tych ostatnich wydarzeń. Może odwiedzę Mayę. Zobaczę jak wyjdzie. Niemniej jednak, mam nadzieję, że po rozgrywkach do mnie dołączysz. - odpowiedział.
- Ależ oczywiście tato. - uśmiechnął się D'jok.
- W takim razie szybko wracaj do sił i uważaj na siebie. - przytulił chłopaka. - Ja już muszę iść. - dodał i wyszedł. 
          Sonny wcale nie zamierzał wracać na Akillian. Chciał powiedzieć prawdę D'jokowi, że są coraz bliżej zlokalizowaniu Harrisa, jednak zmartwiła go wiadomość dotycząca Ayrinn. Jego syn widocznie miał dobre stosunki z tą dziewczyną. Zapewne nie wiedział, że jego przyjaciółka pochodzi z planety Unodiza i najprawdopodobniej pracuje dla tej szumowiny - Harrisa. Mógł mu o tym powiedzieć, ale co by to zmieniło? Wtedy chłopak nabrał by dystansu do blondynki i w niczym by im nie pomógł. Nie mówiąc mu o tym, Sonny zapewnił sobie spokojne warunki do wnikliwej obserwacji Ayrinn. D'jok doskonale mu w tym pomoże. Gdyby nawet dziewczyna zaczęła wypytywać rudowłosego o miejsce pobytu jego ojca, on przekonany, że nie kłamie powie, że jego ojciec jest na Akillianie i spokojnie wypoczywa, nie martwiąc się o nic innego, jak tylko o wyniki meczów drużyny w Galactik Football Cup. Była to doskonała sytuacja. 

***
          Micro-Ice od czasu przyjazdu na Paradisie zbierał się na odwagę, by zaprosić Yuki na randkę, jakiś spacer, albo coś tego typu. Kiedyś, gdy już się odważył, ona była zajęta z Mei, potem wypoczywała na plaży, a on - biedny, nie chciał jej przerywać tych wspaniałych chwil. Dzisiaj jednak postanowił, że zrobi coś pożytecznego w tym kierunku i zaprosi ją na spacer. Nigdy nie denerwował się tak bardzo, jak w tej chwili. Wyszedł z hotelu i na leżaku zauważył Yuki. Zawzięcie zamierzył się w jej kierunku, gdy nagle na drodze stanął mu Thran. 
- Micro-Ice, gdzie idziesz? - spytał podejrzliwy.
- Na plażę, a co nie widać? - odparł.
- A czasem nie do mojej kuzynki? 
- Do Yuki? Co Ci w ogóle do głowy przyszło. - powiedział udając obrażonego. 
- Micor-Ice, przestań się zgrywać. Przecież dobrze wiem, że właśnie tam idziesz.
- A nawet jeśli, to co z tego? - obrażonym tonem powiedział M'Ice.
- Chciałem tylko wiedzieć. Więc, jeśli byś szedł, to nie zrób z siebie kolejny raz idioty. - zaśmiał się Thran. - I pamiętaj, prędzej ona Cię wybawi "z tego zmaterializowanego świata", jak to powiedziałeś ostatnim razem zapraszając ją na randkę. - ponownie zaśmiał się Thran i odszedł, zostawiając Micro-Ice'a przed barem. Chłopak jednak nie zraził się komentarzami kolegi z drużyny i z tą samą zawziętością znowu ruszył w kierunku leżaka, na którym wcześniej leżała Yuki. Był tak zaślepiony celem, że nawet nie zauważył kiedy wpadł w dziewczynę wylewając na nią sok, który trzymała w ręku. Wystraszony niebieskooki szybko podniósł wzrok. Przybrał przerażony wyraz twarzy, a jego policzki pokryły się różowym odcieniem. Dziewczyną tą była Yuki.
- Jeju, Yuki. Ja przepraszam, naprawdę przepraszam. - zaczął szybko Micro podając jej chusteczki. - Przepraszam. 
- Ale nic się nie stało. - roześmiała się dziewczyna. - Zawsze jesteś taki zabiegany, że nie zwracasz uwagi na ludzi? - dodała. 
- Ja, ja po prostu się zapatrzyłem. - odparł. 
- Aha, rozumiem. 
- Yuki. - zaczął niepewnie. - Wiesz, tak sobie myślę, że może... 
- Może? - zapytała ciekawa.
- No, że może. - zaczerwienił się chłopak. - Może byś my razem, tak no, no wiesz. - motał się niebieskooki. - No może umówiłabyś się ze mną? - dodał prawie ledwo słyszalnym głosem. 
- Dobrze. - odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna.
- Naprawdę? - nie mógł uwierzyć Micro-Ice.
- No tak, to do zobaczenia. - odparła i skierowała się w kierunku leżaka. 
- Naprawdę? - powtarzał półprzytomnym głosem chłopak. - Naprawdę się ze mną umówi! - wykrzyknął w końcu. Nie mógł w to uwierzyć. Był tak uradowany, że niechcący wytrącił Kernor loda. Ona, patrząc na niego morderczym wzrokiem szykowała się do ataku. M'Ice, gdy to zauważył, zniknął jej tak szybko z widoku, jak tylko było to możliwe.

***
- Mei, widziałaś może ostatnio Lee? - zapytała pełna nadziei Tia. 
- Nie. I to już od dawna. Z jakiś tydzień chyba minął. - odparła brązowowłosa. 
- Ja też nie. Gdzie ona mogła się podziać? - zastanawiała się Tia. 
          Drużyna Snow Kids już od jakiegoś czasu zastanawiała się co się dzieje z ich przyjaciółką - Lee. Nie widzieli jej już dobre parę dni, co było dosyć niesłychane. W końcu mieszkali w tym samym hotelu, a nikt jej ostatnio nie widział. Nie tylko oni się martwili. Martwił się także Aarch, a gdy Dame Simbai się o tym dowiedziała, zaniepokoiła się o losy galaktyki. Straciła z oczu flux Unodizy. Musiała o tym jak najszybciej powiedzieć Brim Simbrze. Clamp natomiast, razem z Sonnym byli zawiedzeni faktem, że nie udało im się wykonać szczegółowych badań potrzebnych do rozpatrzenia sytuacji w związku z rozwojem tego fluxa. Nikt nic nie słyszał i nikt nic nie widział. 

***
          Aarch zwołał zebranie w pokoju narad. Chciał mieć całą drużynę w jednym miejscu, by móc ogłosić im dobre i złe wieści. 
- Zapewne zastanawiacie się po co was zwołałem. - zaczął trener. - Nie chodzi o żaden mecz - to na pewno, w końcu najbliższy mecz gramy za 6 dni. Chodzi o sprawy bardziej organizacyjne. Jak wiecie na mecz z drużyną Shadows nie mamy składu. Brakuje nam jednego zawodnika. Mark jest kontuzjowany, a D'jok zbiera siły i nie wiadomo, czy uda mu się dojść do sprawności w tak krótkim czasie. 
- Postaram się trenerze. - przerwał Aarchowi wypowiedź D'jok, który właśnie wszedł do pokoju. Cała drużyna rozpromieniona widokiem rudowłosego otoczyła go z każdej strony. Zaczęli go wypytywać jak się czuję i czy będzie zdolny do gry przeciwko Shadowsom. Wszystkie pytania zostały bez odpowiedzi, ponieważ Aarch chciał znowu dojść do głosu. 
- Cisza wszyscy! - zaczął ich uspokajać. - Jak widzicie, D'jok wrócił do nas cały i zdrowy. Chciałem wam to powiedzieć jako pierwszy, ale D'jok mnie uprzedził. - uśmiechnął się do drużyny trener. - Jest to jedna z lepszych wiadomości, jaką miałem wam ogłosić, ale są także złe. Otóż nie do końca jesteśmy przekonani z Dame Simbai, czy D'jok da sobie radę w tak krótkim czasie dojść do swojej poprzedniej formy, a Mark jest wyłączony z gry do końca tego miesiąca. Więc postanowiliśmy, razem z Clampem i Simbai, że potrzebujemy nowego zawodnika. 
- Jak to? - zdziwiła się drużyna.
- Jeszcze w ciągu trzech dni musimy zorganizować nabór. To wszystko co chciałem wam powiedzieć. Możecie się rozejść. - zakończył przemowę Aarch.
          Drużyna była bardzo zdziwiona wieścią jaką usłyszała, jednak nikt nie podważał słów trenera. Doskonale rozumieli, że D'jok z Markiem muszą się teraz oszczędzać i najlepszym rozwiązaniem na to jest nowy gracz. Mieli jednak wątpliwości, czy uda im się znaleźć kogoś tak dobrego, komu uda się w 6 dni opanować fluxa, albo przynajmniej dobrze grać i nie sprawiać kłopotów na boisku. 

***
- D'jok! - zawołała za nim Tia.
- Tak? - odwrócił się i przystanął na korytarzu, czekając na dziewczynę. 
- Jak się czujesz? - zapytała z troską Tia.
- W miarę dobrze, coś się stało? - zapytał z przejęciem. Tia myślała na temat Sinedd'a i Mei. Chciała mu powiedzieć, ale gdy tylko spojrzała mu prosto w oczy wiedziała, że to nie jest odpowiedni moment. - Będzie lepiej, jak sama mu to powie. - powiedziała sobie w myślach.
- Nie, nic się nie stało. - skłamała. - Po prostu się o Ciebie martwiłam... Jak wszyscy. - poprawiła się.
- Nic mi nie jest Tia. Dziękuję, że się martwisz. Jak tam mecz z Wambas? - zapytał.
- Dobrze. Nie mieliśmy większych problemów z wygraną, ale brakowało nam Ciebie. 
- Jasne, jasne. Micro z Markiem na pewno cieszyli się na wieść, że mają grać razem na tej samej pozycji. - zaśmiał się chłopak. 
- Tak, było ciężko. - potwierdziła.
- Słuchaj Tia, to prawda, że była tutaj dziewczyna? Podobno mnie ktoś szukał. - zapytał.
- Tak, była. Ayrinn - taka mała blondynka, tak? 
- Tak, o nią mi chodzi. - potwierdził.
- Była tutaj, podejrzewam, że ją jeszcze spotkasz.
- Mam nadzieję. - dodał zamyślony. - A gdzie jest Lee? Jakoś jej nie widziałem w sali. 
- Cóż, ja... Nie wiem gdzie jest. Nie widzieliśmy jej od spotkania z Wambas. - powiedziała smutnym głosem białowłosa.
- Aha. - zmartwił się D'jok. - Wiesz, już pójdę. Późno już.
- Tak, do jutra. - odparła Tia. D'jok zniknął za drzwiami swojego pokoju, a ona nadal stała i wpatrywała się w głuchą przestrzeń na wprost siebie. Rudowłosy przypomniał jej o Lee. Chociaż znały się dosyć krótko, miała ona wrażenie, że blondynka stała się dla niej bardzo ważną osobą. Postanowiła, że musi dowiedzieć się, co się z nią stało. Problem polegał na tym, że nie wiedziała od czego zacząć. Stwierdziła, że jeśli ma cokolwiek znaleźć, to znajdzie to tylko w jej pokoju!

***
- Corso i jak? Jakieś wieści od Lee? - zapytał z nadzieją w głosie przywódca Piratów.
- Przykro mi Sonny. Nic. 
- To tak jakby wyparowała. - dodał Arti.
- Bennett, a co z kamerami z astro-portu? Zarejestrowały coś?
- Nie mam dostępu do kamer z Paradisii, ale wiem, że kupiła bilety na stadion Genesis. Problem polega na tym, że tam kamery jej nie zarejestrowały. Nie znalazłem żadnego śladu.
- Gdzie ona się podziała? - zaczął rozmyślać Sonny. - A jak tam Ayrinn, zbliżyła się już do D'joka, Arti? 
- Nie, na razie nie próbowała się z nim kontaktować.
- Kiedyś musi spróbować. - skomentował Corso.

***
          Tia udała się do pokoju Lee. Spodziewała się, że zastanie tam wszystkie jej rzeczy. Niestety się przeliczyła. Jedyne co ujrzała, to pusty pokój. Nie było nic, co mogłoby świadczyć o tym, że ktoś tutaj mieszkał. Smutna weszła w głąb pomieszczenia. Podeszła do lustra i opierając się o toaletkę sama do siebie powiedziała: - Gdzie jesteś Lee? Co się z Tobą stało? Odchyliła się od lustra i spojrzała na odbicie całego pomieszczenia. Jej wzrok przyciągnęła karteczka na łóżku. Pełna nadziei bardzo szybko podeszła do kawałku papieru. Okazało się, że był to list. Już miała go otworzyć i zacząć czytać, gdy nagle usłyszała głos za sobą.
- Odeszła. - powiedział.
- Rocket, ale jak to? - zdziwiła się Tia. - Co Ty tutaj robisz? 
- To samo co Ty. - odparł. - Chciałem się w końcu dowiedzieć co się z nią dzieje. 
- Ale jak to odeszła? - powiedziała smutnym tonem głosu.
- Po prostu. - spuścił wzrok. Ukradkiem spojrzał na Tię, która nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Odłożyła list na łóżko - miejsce, w którym go znalazła. Rocket podszedł do niej, objął w talii i przytulił. Oboje byli smutni, że ich przyjaciółka opuściła ich w taki sposób. Teraz nie pozostało im nic innego jak powiedzieć o tym drużynie. 
- Nic na to nie poradzimy, Tia. Tak musiało być. - dodał gładząc białowłosą po policzku, po którym spłynęła łza. 
- Tak, masz rację. - poparła.
          Trzymając się za rękę wyszli z pokoju, w którym kiedyś mieszkała Lee. Wyglądał jak wcześniej, jeszcze przed ich przyjazdem. Posprzątany, pusty. Jedynie list na łóżku zakłócał ten spokój.
Drodzy Snow Kids!
Wiem, że zachowałam się niewłaściwie nic wam nie mówiąc o moim wyjeździe. Niestety planowałam go już od dawna. Jesteście wspaniałą drużyną, wspaniałymi przyjaciółmi i wszystkie chwile, które z Wam przeżyłam na długo zostaną w mojej pamięci. Jednak wszystko musi mieć swój koniec. Musiałam powrócić do siebie, do rodziny i do starych przyjaciół, którzy na pewno zamartwiają się o moje zdrowie. Mam nadzieję, że zrozumieliście moje intencje i chociaż w połowie wybaczycie mi tak nagły wyjazd. Mój dom - Unodiza - mnie wzywał! 
Wasza Lee
P.S. Pamiętajcie, że jesteście mistrzami! Nigdy nie zwątpię w Wasze zwycięstwo w Pucharze trzeci raz z rzędu. Tia, wybacz że się nie pożegnałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz