sobota, 7 stycznia 2012

Odcinek 13 "Złamane serce"

          Program sponsoruje - Technoid. Tak drodzy holowidzowie. Mówi dla was Cally Mistick. Już oficjalnie wiemy o zmianach, jakie miały miejsce w dotychczasowych składach drużyn. Jeden z zawodników drużyny Shadows doświadczył poważnej kontuzji podczas treningu, która najprawdopodobniej wyeliminuje go z tegorocznych mistrzostw. Miejmy jednak nadzieję, że Sinedd - kapitan, poradzi sobie z tą sytuacją. Następna drużna, która przeżywa problemy to Snow Kidsi, którzy w swojej drużynie moją dwóch kontuzjowanych zawodników - D'joka i Marka. Z tego co udało mi się dowiedzieć, D'jok powoli wraca do zdrowia i jest minimalna możliwość, że wystąpi w nadchodzącym meczu. Szczerze na to liczymy, jednak Aarch bojąc się o losy drużyny przyjął pod swoje skrzydła nowego zawodnika - Josha, który już niedługo zagra w barwach Akilliańskiej drużyny.


***
 - Tia, podaj do Josha, muszę zobaczyć, czy nadaje się na tą pozycję - rzekł Aarch, drapiąc się po brodzie. 
           Do meczu przeciwko drużynie Shadows zostały trzy dni i drużyna Aarcha trenowała w najlepsze, dzień i noc. Nowy zawodnik wprowadził bardzo duże zmiany w ustawieniu, a przede wszystkim w zagraniach, które dzieciaki wykonywały na każdym meczu. 
          Tia zgodnie z poleceniami trenera podała piłkę do Josha, który bez problemu ominął hologramy Shadowsów i ruszył w kierunku bramki. Rozejrzał się na około siebie i podał piłkę Rocketowi, który biegł po jego lewej stronie. Mulat odebrał ją i bezproblemowo strzelił bramkę. 
        "Możliwe, że da sobie radę" - pomyślał Aarch.
- Tak! Dobrze - zaczął Rocket. - Musimy tak grać, by pokonać Shadowsów.
- Jasne - przytaknęła cała drużyna. 
           Trening dobiegł końca i dzieciaki rozeszły się do swoich pokoi. Co prawda grafik mieli zapełniony na cały dzień, jednak udało się im wyprosić godzinę wolnego. Większość z nich rozeszła się do pokoi w celu odpoczynku, jednak niektórzy - w tym Mei, Tia, czy Rocket - wyszli na miasto. 

***
          Micro-Ice razem z D'jokiem siedzieli w swoim pokoju, oglądając telewizje. Ciemnowłosy automatycznie przełączał każdy kanał po kolei, gdyż na niczym nie mógł zawiesić wzroku. W rzeczywistości jego głowę zajmował o wiele ważniejszy problem niż wiadomości. Od samego zakończenia treningu chciał zapytać swojego przyjaciela - D'joka, czy zagra on z nimi mecz przeciwko Shadowsom. Niestety nie miał na tyle odwagi, by to zrobić. "A jeśli go tym urażę?" - myślał. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli zależałoby to od D'joka, ten na pewno by z nimi grał, jednak tutaj chodziło o coś ważniejszego, a mianowicie o jego zdrowie. 
          D'jok, widząc rozterki przyjaciela, podszedł do niego i usiadł na brzegu łóżka. Zerknął na telewizor i po chwili zawiesił wzrok na ciemnowłosym. Zastanawiał się, czym jego kolega się przejmuje. Widział to po wyrazie jego twarzy i zamartwiał się o jego samopoczucie.
- Wszystko w porządku? - zapytał w końcu.
- Tak... - odparł Micro-Ice, wyrwany z zamyślenia.
- Na pewno? Wyglądasz, jak byś się czymś przejmował.
- Nie, coś ty - zaczął bronić się Micro. - Po prostu jestem zmęczony.
- Rozumiem.
          D'jok spokojnie wstał z łóżka i zaczął rozglądać się po pokoju. Szukał swojej kurtki. Po chwili ją znalazł i założył na siebie. Spojrzał na Micro-Ice i skierował się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zdziwił się przyjaciel.
- Pochodzić - odparł wymijająco D'jok.
- Po co? 
- Obiecałem, że z kimś się spotkam - podrapał się po szyi.
- Z Sonnym?
- Tak - skłamał i wyszedł z pokoju.
          D'jok nie zamierzał spotkać się z ojcem, gdyż był stu-procentowo przekonany, że jego ojciec w tym momencie jest na Akillianie, jednak w ten sposób mógł powstrzymać Micro-Ice od zadawania niezręcznych pytań. W rzeczywistości rudowłosy umówił się z kimś, kto już od długiego czasu bardzo aktywnie uczestniczył w jego życiu - Ayrinn. Dzień wcześniej obiecał jej spotkanie i chciał dotrzymać obietnicy.

***
         Słońce kąpało w swoich promieniach wszystkie istoty zgromadzone na plaży. Dzień był niewyobrażalnie gorący, dlatego większa część społeczeństwa postanowiła spędzić go na złocistym wybrzeżu. Dzieci bawiły się, kąpały w ciepłych falach morza, a dorośli siedzieli przy barach, popijając chłodzące napoje. Mei, siedząc w restauracji, przyglądała się zza szyby temu kojącemu widokowi. Wszystko wydawało się jej takie spokojne, współgrające ze sobą, że na chwilę zapomniała o swoich problemach. Poczuła jakby wszystko zniknęło. 
- Mei - wyrwał ją z zamyślenia znany głos. 
          Dziewczyna odwróciła wzrok od okna i skierowała go na chłopaka, lustrując tym samym jego postać. Wszystkie dotychczasowe problemy na nowo pojawiły się w jej życiu. 
          Chłopak przysiadł się do jej stolika, posyłając jej szczery uśmiech. Mei go nie odwzajemniła, gdyż przypomniała sobie, po co poprosiła go o spotkanie. Było to dla niej trudne, jednak wiedziała, że tak trzeba. 
 - Sinedd, ja... - zaczęła niepewnie.
 - Tak? - zapytał.
           "Ja nie wiem jak ci to powiedzieć" - przeszło jej przez myśl. Podjęła decyzję ostatecznie, jednak nie sądziła, że powiedzenie o swoim wyborze będzie takie trudne. Od początku uważała, że to właśnie podjęcie decyzji będzie dla niej najtrudniejszym krokiem. Jednak strasznie się myliła. To co najtrudniejsze, było dopiero przed nią.
- Co się stało? - zapytał. Sinedd spojrzał jej prosto w oczy i wyciągnął swoją rękę, by po chwili chwycić jej. 
           Dziewczyna wystraszona szybko wyswobodziła się z uścisku bruneta. Spojrzała zza okno, gdyż miała nadzieję, że ją to uspokoi. Niestety nie dało rady. Głęboko wciągnęła powietrze i spojrzała na Sinedda.
- Ja...
- Chcesz dołączyć do Shadows? -zapytał pełen nadziei. 
           Mei poczuła się zmieszana. Doskonale pamiętała propozycję chłopaka, jednak była ona dla niej tak odległa od rzeczywistości, ze nigdy nie miała zamiaru jej przemyśleć. "Nigdy".
- Nie, nie po to cię ściągnęłam - powiedziała z nutką agresji.


- Więc? - niecierpliwił się.

- Nigdy nie będziemy parą - burknęła na jednym oddechu i zwróciła wzrok na okno. 
           Sinedd przez pierwsze sekundy nie mógł zrozumieć, co przed chwilą usłyszał. Nigdy nie spodziewał się takiej odpowiedzi, dlatego też nie chciał wierzyć w jej realność. Lekko uchylił usta, gdyż chciał coś powiedzieć, jednak nie mógł wydobyć z siebie tchu. Zabrakło mu słów. Po chwili opamiętał się i przygryzł wargę. 
- Dlaczego? 
- Sinedd - zaczęła Mei łamiącym się głosem. - Kocham D'joka i nic tego nie zmieni. Tak będzie lepiej i dla ciebie i dla mnie. Wybacz. 
- Rozumiem - odparł i zacisnął dłoń w pięść. - Mei... pamiętaj jednak, że moja propozycja jest nadal aktualna - odparł próbując się uspokoić.
- Jaka? - zdziwiła się dziewczyna.
- Nadal chcę, abyś dołączyła do Shadowsów. Potrzebuję takiej zawodniczki jak ty. 
- Sinedd, przestań! To nic nie zmieni - odparła i wyszła z pomieszczenia.
           Wychodząc, za wszelką ceną unikała przenikliwego spojrzenia bruneta. Wiedziała, że może to źle na nią wpłynąć, wręcz obawiała się, że będzie się wtedy zastanawiała, czy jej decyzja na pewno była słuszna, jednak pomimo wszystko nie chciała zmian. Doskonale czuła się teraz, w rzeczywistości, w której żyła i pragnęła, aby zostało to tak jak teraz. 

***
           Stadion Genesis. Bitus nerwowo stukał palcami o blat biurka, przy którym siedział. Obmyślał wiele rzeczy, które w jakikolwiek mogłyby mu pomóc w rozwiązaniu tej sytuacji, jednak nic nie wydawało się na tyle dobre. Zdenerwowany uderzył pięścią o biurko i wstał. Zaczął nerwowo chodzić po pokoju. 
- Bitusie, wszystko sprawdziłam - usłyszał kobiecy głos.
- Dobrze - odparł nerwowo. - Co z Lee? 
- Nie ma o niej najmniejszej wzmianki. Odleciała z Paradisi i nie pojawiła się na Genesis.
- Szlag! - krzyknął zdenerwowany. 
           Lena, wystraszona zachowaniem swojego szefa zaczęła wolniutko wycofywać się w stronę wyjścia. Nie wiedziała, dlaczego Bitus tak bardzo denerwuje się tą informacją, skoro flux Unodizy można było pobrać od Ayrinn, która także była pod jego kontrolą. O ile było jej wiadomo, nie było potrzeby szukać wybitniejszych piłkarzy z Unodizy, skoro flux Akillian rozwijał się tak jak powinien. 
- Lena! - krzyknął za nią Bitus. - Kto uciekł razem z Lee? 
- Din Montiego - odparła.
- Masz go znaleźć. Wykorzystamy tego smarkacza - odparł mężczyzna z szyderczym uśmiechem. - Jednocześnie Ayrinn dostanie swoją karę.
           "Karę? Za co?" - pomyślała Lena. 
- Wykonać - krzyknął i ruchem ręki wyprosił ją ze swojego gabinetu. 

***
          Słońce powolutku chyliło się ku zachodowi. Niebo z lazurowego błękitu zmieniło barwę na pomarańcz, który pięknie współgrał ze spokojnym morzem. Lazurowym wybrzeżem kroczyła dwójka ludzi, którzy wesoło ze sobą rozmawiali i co jakiś czas się śmiali. Miło spędzali czas.
- Sama przyleciałaś? - zapytał chłopak.
- Tak, mój ojciec pracuje, ale o wszystkim wie. Zresztą tutaj jestem mnie samotna - odparła i złapała rudowłosego za rękę. 
           D'jok w pierwszej chwili nie wiedział co ma zrobić. Miał dziewczynę, którą kochał, dlatego prowadzenie się za rękę z inną wydawało mu się nietaktowne, jednak myśl, że mógłby ją urazić przewyższyła jego wierność. Szedł trzymając ją za rękę i lekko się uśmiechając. 
- A ty już dobrze się czujesz? - zapytała blondynka.
- Tak, nawet możliwe, że będę mógł zagrać w meczu przeciwko Shadows - uśmiechnął się.
- To wspaniale - odwzajemniła uśmiech.
           Dalej szli w milczeniu, patrząc na zachodzące słońce, które dla D'joka sprawiało niezręczną atmosferę. "Czy ja kiedykolwiek spędzałem tak czas z Mei?" - pomyślał. "Nie". Czuł się z tego powodu bardzo podle, gdyż kochał ją, ale nie potrafił tego okazać. Ich czas wypełniony był treningami, albo rozwijaniem swojej kariery. Nigdy nie mieli dla siebie czasu. "To nie jest wyłącznie moja wina" - zaczął się usprawiedliwiać. 
- D'jok - zaczęła Ayrinn. - Muszę ci coś powiedzieć. 
Dziewczyna przystanęła i spojrzała prosto w oczy rudowłosego. Musiała to zrobić, jednak wcale tego nie chciała, bowiem wiedziała, że tym skrzywdzi nie tylko jego, ale także siebie. Niestety nie miała wyjścia. Wydostała się z Unodizy tylko dzięki Bitusowi, któremu musiała być posłuszna, a jego rozkazy wyraźnie mówiły, co teraz ma zrobić.
- Co się stało? - zapytał.
- Bo widzisz, ja... - zawahała się. Stanęła naprzeciwko niego i stając na palcach pocałowała go. Położyła swoje usta na jego, zapominając o wszystkim. D'jok nie protestował, jedynie objął dziewczynę w talii, pogłębiając pocałunek. 

***
           "Nie, to niemożliwe. Mam zwidy, to tylko... To tylko zły sen. Koszmar. Tak jak wtedy. Właśnie! Jak wtedy, co obudziła mnie Tia. To niemożliwe... To... To nie może być D'jok!". 
           Szła brzegiem morza rozmyślając o swojej decyzji i o tym, jak zmieni się jej życie. "Nie zmieni się". Czuła się z tego powodu wspaniale, gdyż nie widziała takiej potrzeby. Żyła tak, jak wielu ludzi by chciało. 
           Szła boso, mocząc stopy w ciepłej wodzie morza. Wpatrywała się w zachód słońca, zdając sobie sprawę, że jest to coś wspaniałego. "Muszę mu to pokazać" - myślała. Niestety wszystkie myśli i marzenia prysły. Jak sen - zniknęły w jednej chwil, zaraz po usłyszeniu denerwującego dźwięku budzika. Ten widok był jak budzik - widok D'joka, który całuje się z blondynką. 
           "To nie możliwe".
           Rzeczywistość stała się koszmarem, a koszmar stał się rzeczywistością. Straciła sens życia po tym, jak sama obrała - według niej - najlepszą drogę. 
            Nawet nie zdała sobie sprawy kiedy, a po jej policzku spłynęła jedna, pojedyncza łza.Przez pewien czas stała w miejscu, wpatrując się w swojego chłopaka i obcą dziewczyna. Nie wiedziała tego, jednak jeszcze bardziej się raniła. Po dłuższej chwili opamiętała się i z płaczem rzuciła się w stronę hotelu. Nie chciała spotkać nikogo na swojej drodze. Chciała tylko położyć się na łóżku, usnąć i obudzić się w zupełnie innej rzeczywistości lub po prostu zapomnieć o tym incydencie. Tak byłoby łatwiej




***
            Wieczorny trening Snow Kidsów zapowiadał się aż nadto spokojnie. Wszyscy, ubrani w swoje żółto-czarne stroje czekali na pojawienie się trenera i rozpoczęcie treningu. Prawie wszyscy. 
- Ale Tia, no daj spokój! Co ci się stanie? 
- Daj mi wreszcie spokój! - zdenerwowała się jasnowłosa. - Nie umówię się z tobą.
- Ale ja wcale cię o to nie proszę - uśmiechnął się zadziornie blondyn. - Ja chcę tylko lepiej cię poznać. 
- Widzę, że się dogadujecie - usłyszeli głos Aarcha. - To dobrze, ponieważ będziecie zmuszeni razem grać. Zacznijmy w końcu trening. 
            Dzieciaki weszły do pomieszczenia, w którym znajdował się holo-trener. Był to ostatni trening dzisiejszego dnia, który dla każdego zawodnika był najbardziej wyczerpujący, jednak nikt się nie sprzeciwiał. Każdemu zależało na wygraniu tegorocznego pucharu. 
- Gdzie jest Mei? - zorientował się trener.
            Snow Kidsi spojrzeli po sobie, jednak nikt nie wiedział, co stało się z ich przyjaciółką. Tia wzruszyła ramionami, gdyż nie widziała jej dzisiaj. Cały dzień spędziła na odganianiu Josha. 
- Tia, idź jej poszukać. Może jest w pokoju - zastanowił się Aarch.
- Dobrze - odparła.
- A wy do holo-trenera. 

***
- Corso, co z naszą dziewczynką? - zapytał Sonny.
- Zatrzymała się w hotelu z jakiś kilometr od Snow Kidsów. Od spotkania z D'jokiem nigdzie nie wychodzi.
- Rozumiem. Jest możliwe, że nas zauważyła? 
- Nie sądzę, ale dziwne jest to, że z nikim się nie kontaktuje. 
- Jest za spokojnie - zmartwił się Sonny.
            Piraci już od tygodnia śledzili poczynania blondynki, która tak jak Lee i Din, uciekła ze swojej planety. Od tego czasu nie zrobiła niczego, co mogłoby zainteresować piratów. Nie skontaktowała się z Harrisem, nie kręciła się w hotelu zawodników, tylko szukała kontaktu z D'jokiem. "Co ona kombinuje?" - myślał Sonny. 

***
            Tia na prośbę trenera udała się do swojego pokoju, który dzieliła z Mei. Miała nadzieję, że znajdzie tam swoją przyjaciółkę i razem udadzą się na trening, jednak w głębi serca obawiała się, że tak nie będzie. 
            Zdenerwowana tym co ujrzy w pokoju, otworzyła drzwi. Nie rozglądając się, weszła i ujrzała Mei, stojącą przed lustrem. Nie wiedziała co się stało, że ciemnowłosa opuściła trening. Niepewnie do niej podeszła.
- Mei, co się stało? 
            Dziewczyna nie zauważyła jej wcześniej i w momencie gdy ją usłyszała nieco się przestraszyła, jednak gdy poznała Tię, pierwsze co zrobiła, to przytuliła się do niej. Płakała. Łzy spływały po jej policzkach. 
            Białowłosa nie wiedziała co zrobić. Jedyne co przyszło jej na myśl, to przytulenie przyjaciółki. Objęła ją ramieniem szepcząc, że nic się nie stało. W rzeczywistości nie miała pojęcia co mogło się stać. 
            Tuląc dziewczynę do siebie, rozejrzała po pokoju. Od razu zauważyła, że na łóżku Mei leżą walizki. "Mei, co się stało?". 
- Tia, ja cię przepraszam - zaczęła ciemnowłosa. - Ja nie potrafię tak, wybacz mi. 
- Mei, ale o czym ty mówisz? - wystraszyła się dziewczyna. 
            Ciemnowłosa stanęła na wprost przyjaciółki i wymuszając uśmiech, posłała nikłą radość w kierunku Tii. Spojrzała na swoje walizki, a po chwili skierowała wzrok ku ziemi.
- Wybacz Tia, ale ja już dłużej nie mogę. To mnie przerasta.
- Ale co? - niecierpliwiła się.
- Ja... Odchodzę - odparła, ledwo łapiąc oddech. 
- Jak.. Jak to? 
- Wybacz - wykrztusiła z siebie i znowu zatopiła się we łzach.
            Mei ostatni raz przytuliła się do pół przytomnej przyjaciółki i zabierając walizki z łóżka, wyszła z pokoju. Wiedziała, że Tia nie będzie próbowała jej powstrzymać, dopóki nie zrozumie, co przez te słowa chciała jej powiedzieć.
            "Wybacz Tia. Musiałam".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz