niedziela, 23 października 2011

Odcinek 10 "Podstęp"

          Tak, drodzy holo-widzowie, dotarła do mnie bardzo przykra wiadomość. Kapitan drużyny Snow Kids - D'jok, postanowił odejść. Przez to wydarzenie pod wielkim znakiem zapytania pozostaje uczestnictwo drużyny z Akillian w Pucharze Galactik Football. Doszły mnie słuchy, że była gwiazda Snow Kidsów jest w rozsypce. Popadł w depresje po odejści swojej byłej dziewczyny - Mei, która teraz jest z jego przeciwnikiem Sineddem z drużyny Shadows. Musiał być to dla niego ogromny cios (...)

- Mei, obudź się, Mei! - krzyczy Tia.
- Nie!! - podskoczyła wystraszona Mei, wybudzona z koszmaru. Do jej oczy momentalnie napłynęły łzy.
- Mei, co się stało? Krzyczałaś przez sen. - zmartwiła się przyjaciółka.
- Tia... - rozpłakała się dziewczyna i przytuliła się do białowłosej. - Co ja mam zrobić....
- Z czym? - zdziwiła się Tia.
- Z D'jokiem, z Sineddem... Ze wszystkim. - zaczęła rozpaczać.
- Zrób to, co uważasz za słuszne. - powiedziała niewierząca w swoje słowa.

***
- Adin, ja naprawdę martwię się o jego zdrowie. Co ja mam powiedzieć jego ojcu? A co dopiero, gdy o wszystkim dowiedzą się media? - zamartwiał się Aarch.
- Nie przejmuj się. Wszystko na pewno się ułoży. - przytuliła się do niego Adin.
          Razem z Aarchem siedziała na molo, przyglądając się w horyzont i podziwiając pięknie wschodzące słońce. Oboje z Aarchem wiedzieli, że sprawa jest poważna, dlatego byli ze sobą prawie w każdej chwili. Adin nie chciała, by Aarch czuł się za wszystko winny. Starała się robić wszystko co w jej mocy, by tylko sam w to nie uwierzył. 

***
           Clamp jak codziennie rano przygotowywał holo-trenera do porannego treningu. Czasami patrzył także na badania Dame Simbai odnośnie zdrowia D'joka, by o wszystkim na bieżąco informować swojego przyjaciela. Ukradkiem spojrzał także na wyniki jego własnych badań, dotyczących fluxa Unodizy. Zupełnie zapomniał, że miał przeprowadzić dokładne badania z pomocą Lee, której od dłuższego czasu nie mógł złapać.
- Co tak myślisz przyjacielu? - wystraszył się słysząc znajomy głos dochodzący zza jego pleców. Przerażony momentalnie się obrócił. Uspokoił go jednak widok Sonniego. 
- Sonny? Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się naukowiec.
- Sądziłem, że o wiele radośniej mnie powitasz. - odparł z lekkim uśmiechem. - No i w końcu mam tutaj syna, prawda?
- Racja. - potwierdził Clamp. - Chcesz go zobaczyć? 
- Tak, ale najpierw powiedz mi co mu jest. 
- Dame Simbai, mogę Cię prosić? - zapytał Clamp. 
- Tak, jasne. Już idę. - potwierdziła.
- Dzień dobry. - dosłyszeli cieniutki głos wchodzącej do pomieszczenia blondynki. Sonny szybko założył kaptur i schował się w ciemności. Nie mógł sobie pozwolić, by ktokolwiek oprócz jego znajomych wiedział, że dostał się na planetę Paradisię. 
- Witam Cię. - odpowiedziała zdziwiona Dame Simbai. - Szukasz kogoś?
- Nie, znaczy właściwie to tak. - odparła z udawaną niewinnością. - Szukam mojego przyjaciela, D'joka. Słyszałam o jego chorobie i... I chciałam go odwiedzić. - dodała pewna siebie. 
- Twojego przyjaciela? - zdziwił się Clamp.
          Dame Simbai spojrzała na niego z wyrzutem i uprzejmie zwróciła się do dziewczyny - Nie sądziłam, że D'jok ma tutaj jakichś przyjaciół, miło mi Cię poznać. Chodź, zaprowadzę Cię do niego.
- Dziękuję, nazywam się Ayrinn. - odparła blondynka.
- Ayrinn, Ayrinn, Ayrinn... - myślał Sonny. - Przecież, przecież to nie możliwe. - powiedział sam do siebie. Wyszedł z ciemności od razu, gdy Dame Simbai oddaliła się z dziewczyną z pomieszczenia. 
- Clamp. - zaczął. - To nie możliwe, że ta dziewczyna zna się z moim synem. - powiedział zaniepokojony.
- Jak to? - zdziwił się Clamp. - Przecież to normalne, że ma znajomych, których nie znasz. 
- Tak, ale tą dziewczynę znam. Śledzimy ją już od stadionu Genesis. Pochodzi z Unodizy i najprawdopodobniej jest współpracownikiem Harrisa. Wydaje mi się także, że szuka Lee. - opowiedział o wszystkich swoich podejrzeniach.
- W takim razie czego może chcieć od nieprzytomnego D'joka? - ponownie zdziwił się Clamp.
- Tego nie wiem, ale nie można jej lekceważyć. - powiedział pewny siebie Sonny. 

***
- Proszę, tutaj leży D'jok . - oznajmiła Dame Simbai.
- Co mu jest? - zapytała przejęta Ayrinn.
- Nie wiem dokładnie. Od prawie tygodnia jest w stanie śpiączki. Nie mogę poradzić sobie z wybudzeniem jego organizmu. Jestem jednak dobrej myśli i czuję, że niedługo się obudzi. - dodała z wymuszonym uśmiechem lekarka.
- Aha. - odparła smutno blondynka.
          Lee właśnie miała zamiar odwiedzić D'joka i zobaczyć jak się miewa kapitan tak wspaniałej drużyny jaką są Snow Kids. Jednak zaraz w progu zatrzymał ją widok, aż nadto znajomej twarzy. Lee ujrzała Ayrinn - swoją przyjaciółkę z Unodizy. Nie mogła w to uwierzyć. Chciała do niej podbiec i się przywitać, gdyż były bardzo zżyte i bardzo za nią tęskniła, ale w ostatniej chwili oprzytomniała sobie, że nie może sobie chodzić tak zwyczajnie, bez żadnego powodu. Przyszło jej od razu na myśl, że ma za zadanie ściągnięcie jej ponownie na Strefę 13. Wystraszyła się na samą myśl. Zastanawiała się także, co Ayrinn robi w gabinecie Dame Simbai, w którym leży D'jok. Skąd go znała i czego od niego chciała? Nie wiedziała tego. Wiedziała natomiast to, że pracownicy Galaktycznego Zagrożenia ze Strefy 13 zlokalizowali jej położenie. Musiała się ukryć i to jak najszybciej nie wzbudzając podejrzeń. 

***
             Ayrinn weszła do pokoju, w którym znajdował się D'jok. Serce ją zabolało, gdy spojrzała na tak przygnębiający widok. D'jok ledwo trzymał się przy życiu. Dobrze wiedziała co jest tego przyczyną. Vanalina nie raz już zabiła w podobny sposób tysiące ludzi na jej planecie - w tym jej brata. Nie chciała by podobny los spotkał D'joka. Nie przeżyła by tego, gdyż bardzo związała się z rudowłosym chłopakiem. Wbrew rozkazowi Bitusa, zabrała fiolkę antidotum, które kiedyś opracowało dwóch naukowców technoidu, o których słuch zaginął. Czekała tylko na moment, gdy Dame Simbai spuści ją z oczu. Nikt z obecnych tutaj nie mógł się dowiedzieć o jej udziale w jego chorobie. Lekarka wyszła, zostawiając blondynkę samą z chłopakiem. Ayrinn długo nie zwlekała. Od razu wstrzyknęła mu dawkę leku i uśmiechnęła się sama do siebie. Pogłaskała go jeszcze tylko po czole i skierowała do niego parę słów. - Już niedługo wyzdrowiejesz. Jesteś mi potrzebny, nawet nie wiesz jak bardzo. - dodała z niknącym uśmiechem i wyszła.

***
- Kto jest u D'joka? - zdziwiła się Tia.
- Przedstawiła się jako jego przyjaciółka. - wyjaśniła Dame Simbai. - Ma na imię Ayrinn. Nikt z was jej nie kojarzy? - zapytała pełna nadziei.
          Każdy z drużyny spojrzał po sobie. Najdłuższe spojrzenia padło na Mei i Micro-Ice'a, gdyż to oni spędzali z D'jokiem najwięcej czasu. Jednak obydwoje teatralnym gestem, unosząc ramiona do góry oznajmili, że nie mają bladego pojęcia, kim może być ta dziewczyna.
- W takim razie bądźcie dla niej uprzejmi, jest bardzo wystraszona. - poprosiła Dame Simbai i wróciła do swoich zajęć. 
          Dzieciaki przez dłuższy moment zastanawiały się skąd D'jok może znać tą dziewczynę. Nie było mowy, żeby znał ją już dość długo. Zazwyczaj chodził z Micro-Ice'm, albo z Mei, co wykluczało poznanie tajemniczej blondynki przy nich. Gdy Ayrinn wyszła od D'joka natychmiast przybrała wystraszony wyraz twarzy. Wiedziała, że ma się spotkać z D'jokiem i po tygodniu od przybycia (czego dokonała wcześniej) wstrzyknąć mu antidotum. Nie było mowy o rozmowie, a nawet spotkaniu reszty drużyny. Ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać, co było za bardzo ryzykowne. Mimo jej obaw drużyna Snow Kids przyjęła ja bardzo przyjaźnie nastawiona. Tylko Tia wydawała się nieobecna wśród zebranych. Coś bardzo zajmowało jej głowę. 

***
- Aarch, mam dobre wieści. - rozpoczęła Dame Simbai. 
- Słucham Cię? - wstał od stolika, przepraszając na chwilę Adin. 
- Chodzi o D'joka. 
- Co z nim? 
- Zdrowieje szybciej niż myślałam. Powtórzyłam dzisiaj rutynowe badania i choroba zaczyna ustępować. Za jakieś trzy, cztery dni powinien na dobre wybudzić się ze śpiączki. - zakończyła z uśmiechem na twarzy.
- To bardzo dobrze. - uradował się Aarch. - Ile czasu zajmie mu dojście do siebie? 
- Nie jestem pewna, czy da radę zagrać przeciwko Shadowsom. Wszystko zależy od tego jak się będzie czuł. 
- Rozumiem. Dobrze, że jego stan się poprawia. 
- Tak. Też się cieszę. Powiedzieć o tym dzieciakom? - zapytała Dame Simbai.
- Nie, nie trzeba. Sam to zrobię w odpowiednim czasie. Na razie dajmy D'jokowi przestrzeń do regenerowania sił. - podziękował Dame Simbai i uradowany wrócił do stolika Adin. 

***
          Stadion Genesis. Bitus został wezwany do swojego szefa, który nie był zbytnio zadowolony. Starszy mężczyzna nie wiedział o co może chodzić. Wszystkie dotychczasowe zadania wykonał bardzo dobrze. Do tego dzisiejsza informacja o pobycie Lee na Paradisi i wysłaniu zwiadowcy na pewno ucieszy jego przełożonego. Podszedł do drzwi., na których pojawił się robo-kotek. Zeskanował obraz i spokojnie otworzył mu wejście. W pomieszczeniu jak zwykle było ciemno. O wiele ciemniej, niż w jego gabinecie. Szedł powoli w kierunku wyłaniającego się z ciemności krzesła. Od momentu pracy dla Harrisa zawsze ciekawiło go, jak jego przełożony wygląda. Nigdy nie pokazywał swojej twarzy. Otaczała go chmurka tajemniczości, którą Bitus za wszelką cenę chciał rozwiać. Jednak nie na to była teraz pora.
- Usiądź sobie. - powiedział opanowany Harris. - Powiedz mi, jak Ci idzie realizowanie planu? - zapytał z pewną arogancją.
- Bardzo dobrze szefie. Już dzisiaj wiemy gdzie przebywa Lee. Wysłałem tam zwiadowcę, który postara się jak najszybciej przyprowadzić...
- Skończ! - przerwał mu głośno mężczyzna. - Jak idzie sprawa z rozwojem Oddechu? - sprecyzował swoje pytanie.
- Ale Proszę Pana, przecież.. ma pan fluxa i może sam pan śledzić przebieg rozwoju. - wystraszył się Bitus.
- No właśnie, mam i coś mi się nie podoba. Dlaczego rozwój się już zakończył? 
- Słucham? - zdziwił się Bitus. Jego lekko siwe włosy prawie że stanęły mu na głowie.
- Czyżbyś już wcześniej postanowił zakończyć ten proces?
- Ja nic, ja nic o tym nie wiem. - speszył się. 
- To się dowiedz! - krzyknął Harris. - A teraz wyjdź i przyjdź dopiero wtedy, gdy uzyskasz dużą ilość fluxa Unodizy, która w tym wypadku jest potrzebna. - zakończył i odprawił podwładnego.
          Bitus wyszedł bardzo wystraszony po spotkaniu szefa. Przez jakiś czas nie mógł skojarzyć, co mogło spowodować zakończenie działania Vanaliny. Pierwsze co mu przyszło na myśl to Clamp. - Ale nie... - od razu pomyślał. Clamp nic nie pamięta, no i nie miał Sonniego. To niemożliwe. Pozostała tylko jedna opcja, która była o wiele bardziej prawdopodobna. - Tą zdradę będzie trzeba jakoś ukarać. - pomyślał zaciskając pięść. 

***
- Tylko szybko, szybko... - powtarzała sobie w myślach Lee. - Gdzie są te bilety... cholera jasna. - była wystraszona. Nie mogła przesiedzieć na Paradisi ani minuty dłużej. Ayrinn, chociaż formalnie była jej przyjaciółką, teraz była przeszkodą, która nie pozwalałaby Lee normalnie żyć w galaktyce. Miała plan. Chodź wiedziała, że będzie to dla niej ciężkie posunięcie, nie miała innego wyjścia. Ciężko jej także było opuścić hotel nie żegnając się ze znajomymi, szczególnie z Tią. Wiedziała, że będzie to dla nich cios poniżej pasa. Jednak odrzuciła te myśli jak najszybciej na bok. Teraz tylko musiała dostać się do astroportu nie natykając się na żadnego ze znajomych. Szczególnie na Ayrinn. Nie było z tym większych problemów. Spokojnie wsiadła na prom i ze łzami w oczach zniknęła gdzieś w przestrzeni galaktycznej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz