niedziela, 4 września 2011

Odcinek 2 "Nieodkryte tajemnice"

         Po pełnym emocji zwycięstwie Snow Kidsów w meczu towarzyskim z Xenonsami mam zaszczyt gościć ich trenera, Aarcha.
- Aarch, czy mógłbyś nam zdradzić jakich meczów towarzyskich możemy się jeszcze spodziewać?
- Cóż Cally, dobrze wiesz, że każdej drużynie zależy teraz na jak największej ilości rozegranych meczy. Każdy chce być w dobrej formie przed pucharem, dlatego na pewno wiesz też, że nie ma zbytnio problemu z meczami. W najbliższym czasie na pewno zagramy mecz z Wambas i Shadows. Osobiście chciałbym też, aby moja drużyna mogła zmierzyć się z drużyną Lightnings. Nie wiem jednak, czy dojdzie do skutku.
- Jak skomentujesz duchową nieobecność Mei w trakcie ostatniego meczu?
- Każdy z zawodników odczuwa presje. Mei odczuwa ją najbardziej. Na pewno na następnym meczu da z siebie wszystko. 

***
- Z Shadowsami? Przecież Aarch mówił, że nie będziemy z nimi grać . - zdenerwował się D'jok.
- Może zmienił zdanie? Nie denerwuj się tak D'jok... - rzuciła obojętnie Mei.
- Jak mam się nie denerwować? Dobrze wiesz, że nie mam zamiaru znowu męczyć się z Sinedd'em.
- Przesadzasz.
- Wiesz co Mei, nie rozumiem Cię, jesteś taka obojętna na wszystko. Czasami to mi się wydaję, że Ciebie nie ma... - wyrzucił z siebie. - Co się z Tobą dzieje?
- Ze mną? Nic się nie dzieje! - zdenerwowała się. - Przestań się mnie w końcu czepiać.
          Zdenerwowana Mei rzuciła holo-gazetę i wyszła z hotelu. Od przyjazdu na Genesis bardzo męczyła ją jedna sprawa, z którą nie mogła dać sobie rady. Nikomu nie mówiła, bo nikt by jej nie zrozumiał, w szczególności D'jok. Po ostatniej przegranej 4:0 z Shadowsami stał się bardzo drażliwy na ich punkcie. A właśnie jednego z Shadowsów dotyczył jej problem. Wolała zostawić go dla siebie.

          D'jok nie siedział długo sam w pokoju. Stwierdził, że potrzebuje więcej świeżego powietrza. Poszedł do Parku Genesis. Lubił tam przesiadywać szczególnie wtedy, gdy miał dużo spraw do przemyślenia. Tutaj nikt mu nie przeszkadzał, aż do dzisiaj. Przy błękitnej rzeczce siedziała dziewczyna. Na oko młodsza od niego, mogła mieć z 15, max 16 lat. Miała długie blond włosy. Wydawała się dość nieśmiała, więc też dlatego go nie zauważyła, ale postanowił podejść.
- Cześć... Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie.
- Ooo! Tak.. tak... wszystko w porządku. Ty... ty jesteś... D'jok ze Snow Kids, tak? - wytrzeszczyła swoje duże niebieskie oczy.
- Tak, tak. To ja. - uśmiechnął się. - Co tutaj robisz? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem. Mieszkasz gdzieś niedaleko? - szybko zmienił temat.
- Nie, nie mieszkam tutaj. Jestem przejazdem. Mój tata tu pracuje. On ciągle jest w pracy, ale przynajmniej go widuję. - wytłumaczyła się. - Wiesz, jesteś najlepszym graczem Snow Kids (...)

***
- Ałaa... Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Aj... moja głowa. - Lee obudziła się cała obolała w ciemnym pomieszczeniu. Nie pamiętała zupełnie nic. Jednak z czasem pamięć wracała. - Co to było cholera jasna... - zastanawiała się.
Rozejrzała się po pokoju, w którym się znajdowała. Był nieduży, ciemny. Miał zaledwie jedno okienko, które było zastawione. To tak... jakby znajdowała się na jakimś statku. Bo i tak było. - Mój Boże! - wystraszyła się - Przecież to Czarna Manta!
- Widzę, że już się obudziłaś śpiąca królewno...
- Sonny?! To Ty mnie tak urządziłeś?
- No widzisz, osoby które pojawiają się na Genesis i o których nie ma nic w kartotekach wzbudzają moje podejrzenia.
- Wystarczyło mnie zaczepić na ulicy, uwierz mi, porozmawiałabym jak najbardziej normalnie. No i na koniec obeszło by się bez bólu głowy. - odpowiedziała zdenerwowana.
- Co Ty tu robisz?
- Cóż, wydaje mi się, że mieszkam, nie zauważyłeś?! - dodała wściekła.
- Tak widzę, ale jesteś tutaj nielegalnie...
- I co, zamkniesz mnie?! Sonny, już myślałam, że Piracie o mnie zapomnieli. Dajcie mi spokój.
- Zobaczymy co się da z tym zrobić.
(...)

***
- D'jok.. a to prawda, że Twoim ojcem jest Sonny Blackbones? - zapytała podejrzliwie.
- Ayrinn skąd o tym wiesz? - spytał zakłopotany.
- A więc to prawda? Wiedziałam! Widzisz, znam osobę, która jest bardzo zainteresowana jego osobą.
- Moim ojcem? Do czego jej mój ojciec? Przecież, przecież on nic..
- Ale spokojnie! - pewnie mu przerwała. - Chodzi o to, że on mógłby nam pomóc kogoś znaleźć...
- Wam? Kim Ty jesteś? - niepewnie się ode niej odsunął.
- No nazywam się Ayrinn, zapomniałeś? Nie bój się, nic Ci nie zrobię. - uśmiechnęła się. - Chodź!
Wzięła go za rękę i poprowadziła w głąb lasu.

***
- Jak to mnie szukają? - wystraszyła się Lee. - Przecież nikt nie wiedział, że wyjechałam...
- Niby nie, ale jesteś poszukiwana. Corso odebrał sygnał z Strefy 13 donoszącej o dwóch zbiegach. Gdy tylko podano identyfikatory, wiedziałem, że jednym z nich jesteś Ty. Wydaję mi się, że już kogoś napuścili, by szpiegował.
- Zapewne koleżankę z drużyny. - dodała.
- Z drużyny? Jakiej drużyny? - zdziwiony spytał Sonny.
- Ty naprawdę nic nie wiesz? Na Unodizie pojawiły się szczątki naszego fluxa, więc zdecydowano otworzyć klub piłkarski. Niestety nie mamy możliwości udziału w Galacitk Football Cup, ale możemy grać.
- My? Czyli mam rozumieć, że jesteś pod kontrolą fluxa Unodizy? - zapytał zdziwiony.
- Tak... już od dawna. Za wszelką cenę będą chcieli mnie złapać.
- Skoro jesteś pod kontrolą prawie wymarłego fluxa, obawiam się, że nie tylko ochrona się Tobą zainteresuje, ale także Harris. - powiedział zamyślony Sonny.

***
          Ayrinn zaprowadziła D'joka do pustego domu, miejsca, w którym kiedyś mieszkała jedna z najlepszych wróżek w Galaktyce.
- Po co mnie tu przyprowadziłaś? - spytał zdezorientowany.
- Chciałam Ci pokazać, gdzie mieszkam. - uśmiechnęła się.
- Tutaj? Jak to? Dlaczego?
- Długa historia. Wiesz, zapomnij o tym co Ci mówiłam, gdybyś kiedyś... gdybyś kiedyś chciał z kimś porozmawiać, pamiętam, że zawsze tu będę do Twojej dyspozycji. - powiedziała mu, patrząc głęboko w oczy. Po chwili zniknęła za framugą drzwi.

***
- (...) dobrze wiesz, że nie możesz na to pozwolić Sinedd. Chcesz, żeby musiała wszystkich oszukiwać? Przecież ją kochasz! Nie karz jej cierpieć!
- To prawda, ale Lena... zobacz co się dzieje. Przez ten jeden pocałunek ona nie wie co zrobić . Ja nie mogę tak po prostu...
- Słaby jesteś . Słaby!
- Nie jestem słaby! - wściekł się Sinedd. - Dobrze, pokażę jej, że mi zależy. Jeśli mówisz, że właśnie wtedy się ułoży. - dodał zmartwiony. - Mam nadzieję, że jesteś dobrym jasnowidzem. - dodał i wyszedł z pomieszczenia.
- Nawet nie wiesz jak dobrym. - szepnęła pod nosem Lena.
- I jak, da radę? - zapytała wyłaniająca się osoba z ciemności.
- Tak. Widzisz Bitusie, Sinedd jest typem człowieka, który nie lubi, gdy ktoś uraża jego dumę. Nic trudnego. To zadanie możemy uznać za wykonane. - uśmiechnęła się sama do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz