- Witam was, drodzy holo-widzowie. Już dzisiaj, za niecałe sześć godzin mam zaszczyt komentować ostatni mecz towarzyski, który odbędzie się na Paradisii. Nie będzie to byle jakie spotkanie. Zagrają w nim Snow Kids i drużyna Shadows. Co powiesz na taką mieszankę, Nork?
- Na pewno będzie to bardzo emocjonujące spotkanie, gdyż aż do teraz nie mogę z pewnością powiedzieć, kto wygra. I chociaż jest to spotkanie towarzyskie, obydwie drużyny na pewno będą walczyć o wygraną.
- Dokładnie, Nork. Podczas dzisiejszej transmisji będziemy gościć Warena, zawodnika Ligtnings, który razem ze mną będzie komentował wydarzenia ze stadionu. Więc, mili państwo, do wieczora!
Program sponsoruje Technoid...
***
STADION GENESIS Szara zasłona dymu przysłaniała twarze wszystkich zgromadzonych ludzi, aczkolwiek nikomu to zbytnio nie przeszkadzało. Poniekąd byli do tego przyzwyczajeni, ponieważ dzięki temu mogli zapewnić sobie spokój, gdyż nikt nie mógł ich rozpoznać. Kto by pomyślał, że w takiej obskurnej melinie można było znaleźć zarządce jednego z najbogatszych banków na Genesis lub jakiegoś bogatego inwestora. Niebieskowłosej zrobiło się niedobrze na samą myśl, że tacy ludzie rządzą innymi.
- Co podać? - wyrwał ją z zamyślenia głos młodego barmana.
- Cokolwiek, byle bez procentów - odparła bez większego zainteresowania.
Kiedy napój stał już przed dziewczyną, ta ponownie wybrała numer w swoim holo-telefonie i z nadzieją czekała, aż ktoś w końcu odbierze. Niestety, za każdym razem kończyło się bez oczekiwanych skutków.
Ktoś z sali podgłosił telewizor, co w żadnym aspekcie nie spodobało się dziewczynie. Nie miała ochoty na słuchanie różnorodnych spekulacji na temat zwycięzcy meczu, nie to się teraz dla niej liczyło. Miała o wiele więcej na głowie. Wzdychnęła głęboko i ukradkiem zerknęła w stronę drzwi. Jakież było jej zdziwienie, gdy ujrzała tam bardzo znajomą sylwetkę, której nie chciała w tym momencie widzieć. Szybkim ruchem zgarnęła swoje rzeczy z blatu i udała się w stronę wyjścia. Próbowała to zrobić w taki sposób, by nie wzbudziło to niczyich podejrzeń, jednakże nie było to takie łatwe. W każdym razie już parę sekund później znajdowała się na ulicy, która jeszcze bardziej napawała ją strachem niż poprzednio.
***
- Dobrze, tak właśnie ma być. Myślcie o meczu i o niczym innym. Tylko to się teraz liczy - upominał Aarch, podczas gdy cała ekipa wyciskała z siebie siódme poty w holo-trenerze.
Do meczu pozostały niecałe cztery godziny, co wcale nie cieszyło młodych piłkarzy. Wszyscy i każdy z osobna zdawali sobie sprawę, że chociaż jest to mecz towarzyski, muszą dać z siebie wszystko. Nie było mowy o żadnej pomyłce, ani - co gorsza - o przegranej. Musieli udowodnić, że nadal są liderami w tym turnieju i to nie może się zmienić. Był to ich ostatni sprawdzian, a zarazem pierwszy dla Josha, który w ostatnich godzinach nie tryskał już tą samą energią, gdyż strach przed pierwszym meczem sparaliżował jego poczucie humoru.
- Da radę? - zapytał z wątpliwościami Aarch.
- Fizycznie nie ucierpiał, to tylko psychika, Aarch. Snow Kidsi tak samo przeżywali swoje pierwsze spotkania. Da radę, tylko trzeba w to wierzyć - uspokajała Dame Simbai.
Trening nigdy aż tak nie dawał się we znaki Snow Kidsom. Każdy doskonale wiedział, gdzie jest jego miejsce na boisku i trzymał się tego, niczym kot pazurami. Można by było rzec, że drużyna jeszcze nigdy tak dobrze nie grała. Można by było, gdyby nie jeden fakt...
Micro-Ice dryblując z piłką przez całe boisko czuł się jak ryba w wodzie. O wiele bardziej odnajdywał się w tejże sytuacji, niż w ciągłych kłótniach. Omijając zawodnika Shadowsów, wykiwał Sinedda i podał górą do Josha. Chłopak bez problemu odebrał, jednak piłka niezbyt długo utrzymała się przy jego władaniu. W chwilę później stracił ją na rzecz przeciwników.
- Spokojnie, Josh. Dasz radę! - dopingował go Rocket, który doskonale zdawał sobie sprawę z jego obaw.
Piłka w grze. Sinedd biegł w kierunku bramki, przez co Ahito szerzej otworzył oczy, przeciągle ziewając. Przyjął pozycję do obrony, która i tak okazała się niepotrzebna. Thran odebrał piłkę Shadowsom i wykopał ją daleko do D'joka, który odebrawszy ją klatką piersiową pobiegł w stronę bramki przeciwnika. Po przeciwnej stronie biegł Rocket, który ruchem ręki nakazywał mu biec naprzód. Doskonała sytuacja do strzału. Jednak nagle, ni stąd ni zowąd pojawił się obrońca Shadowsów. D'jok starał się go wyminąć, ale doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że nie da rady. Rozejrzał się naokoło siebie i uzmysłowił sobie, że jedyne co może zrobić, to podać do Tii. Mimo wszystko, wcale tego nie zrobił. Stracił piłkę na rzecz przeciwnika.
- Co on wyprawia, do jasnej cholery?! - Pięść Aarcha z całym impetem wylądowała na panelu trenera, na co jego towarzysze aż podskoczyli z wystraszenia.
- Spokojnie Aarch, to tylko trening - zaczął uspokajać go Clamp.
- Jesteś dzisiaj wyjątkowo niespokojny. Może zaparzyć ci melisy? - zaoferowała się Dame Simbai.
- Jak mam być spokojny, kiedy patrzę co oni wyprawiają? Clamp, daj mi tu ich, natychmiast! - zarekomendował, zakładając ręce na pierś.
Mężczyzna bez sprzeciwu wykonał polecenia swojego przyjaciela, po czym w chwilę później zawodnicy stali już naprzeciw.
Tak samo Clamp jak i Dame Simbai obawiali się najgorszego, gdyż od jakiegoś czasu Aarch był za bardzo nerwowy. Też dlatego robili wszystko, by nie miał powodów do złości, co wcale łatwe nie było przy ostatnich wydarzeniach.
Trener podszedł do dzieciaków i z założonymi rękoma przyglądał się im przeszywającym spojrzeniem. W pierwszej chwili zapanowała straszna cisza, gdyż nikt nie wiedział, co się stało i co mogą powiedzieć, a czego nie powinni. Mimo wszystko, po upływie krótkiej chwili, odezwał się D'jok:
- Dlaczego przerwaliśmy trening? Mecz już niedługo. - Jego zarzuty do trenera były aż zanadto odczuwalne, przez co atmosfera zrobiła się naprawdę ciężka.
- Ty mnie jeszcze pytasz, dlaczego przerwaliśmy? - zapytał Aarch, próbując się opanować. - To, co przed chwilą pokazaliście nie można nawet nazwać grą. Jest to tylko marne podawanie piłki między sobą, bez wykorzystania żadnej akcji. Ja rozumiem, że relacje między wami - spojrzał ukradkiem na Tię i D'joka - są nie takie, jakie być powinny, ale cokolwiek by się nie stało, nie macie prawa przekładać tego na boisko. Nie interesuje mnie to, czy się odzywacie, czy nie, ale na boisku musicie to robić, jasne?! A ty Josh... Musisz myśleć tylko o grze, nie o tym, kto będzie cię oglądał. I tak wierzę w to, że zagrasz lepiej niż pozostali.
Podczas, gdy Aarch mówił, nikt nie śmiał mu przerwać. Wszyscy tępo wpatrywali się w ziemię z nadzieją, że im się nie oberwie. Mimo to, chociaż sytuacja była nieciekawa, każdy mógł przyznać trenerowi rację. Za dużo myśleli o ostatnich wydarzeniach. Za mało o meczu i o tym, jaką dawniej byli drużyną. Spora część zawodników za tym tęskniło, aczkolwiek każdy zdawał sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak jak przedtem.
- Spotykamy się za godzinę w sali narad. Na stadionie trzeba być wcześniej zgodnie z nowym rozporządzeniem Ligii. Proszę się nie spóźnić - rzucił na odchodnym Aarch i zniknął za framugą drzwi.
Wszyscy rozeszli się w swoje strony, zajmując się własnymi rozterkami.
***
Jasne światło cieplutkiego słońca wdarło do hotelowego pokoju. Oświetliło w całej okazałości postać uroczej blondynki, o pięknych, błękitnych oczach. Byłaby niczym modelka wycięta z żurnala, gdyby nie podkrążone i przekrwione oczy. Ayrinn już od jakiegoś czasu nie potrafiła sprostać wymaganiom Bitusa, gdyż żądał od niej zbyt wiele. Kazał jej nie tylko pogrywać ludzkimi uczuciami, ale także krzywdzić bliskich jej ludzi, takich jak Lee, czy... Din. Szczególnie Din, który od zawsze był jej bliski. Mimo tego, że ją zostawił, zawsze był dla niej kimś ważnym. Nawet teraz.
Nagle usłyszała dźwięk swojego holo-telefonu. Nie miała najmniejszej ochoty odbierać, jednak wiedziała, że to należy do jej niechybnych obowiązków. O każdej porze musiała - bez najmniejszego sprzeciwu - spełniać żądania tego uporczywego starucha. Inaczej trafiła by znowu do domu, który bardziej przypominał odizolowane więzienie.
Sprawnym ruchem dłoni przetarła łzawe oczy i nacisnęła zieloną słuchawkę. W chwilę później widziała tyko czarną postać, gdyż jej "szef" nigdy nie pokazywał się podczas rozmów. Co prawda, nie tylko wtedy. Dziewczyna widziała go może tylko ze dwa razy podczas wspólnej pracy, jeśli można by było to tak nazwać. O wiele częściej spotykała się z Leną, którą chociaż w najmniejszym stopniu okazywała jej współczucie.
- Witaj, Ayrinn - doszedł ją charkliwy głos mężczyzny.
- Witam - odparła przytłumionym głosem, głęboko wciągając powietrze.
- Widzę, że się już zadomowiłaś na Paradisii - dodał sykliwie.
- Jak widać.
- Niestety mam dla ciebie złe wieści. Będziesz musiała wrócić na Stadion Genesis wcześniej, gdyż mam dla ciebie kolejne zadanie.
- Ale przecież moje dotychczasowe jeszcze się nie skończyło - zaczęła się sprzeciwiać.
- Moje dziecko, kiedy mówię, że mam nowe zadanie, musisz jak najprędzej po nie przyjść. Najpóźniej jutro chcę cię widzieć u mnie w gabinecie - odparł oschle.
- Tak jest.
- I nie płacz już, bo nie warto. - Blondynka ujrzała zarys szyderczego uśmiechu, który pojawił się na twarzy jej rozmówcy, po czym obraz zniknął. Jedyne, co jej pozostało, to jak najszybsze spakowanie się i podróż na Genesis. Nie było opcji, by się sprzeciwić. Nie było żadnej innej opcji.
***
Dzieciaki, ubrane już w swoje stroje do meczu, zawzięcie czekali na przyjście swojego trenera z nikłą nadzieją, iż ten będzie miał lepszy humor. Co prawda, nie mięli mu tego za złe, gdyż doskonale zdawali sobie sprawę, że Aarch ma prawo być na nich wściekły. Szczególnie przez to, że wszystko wyszło już poza granicę i nic nie wskazywało na to, że miałoby być lepiej. Wszystko chyliło się ku gorszemu upadkowi, a biedny Aarch chciał to pozbierać w całość.
Tia i D'jok nadal ze sobą nie rozmawiali, gdyż każdy z nich miał do siebie wyrzuty. Poniekąd była to rzecz normalna, gdyż Tia obwiniała rudowłosego za to, że jej przyjaciółka postanowiła ich opuścić. Co gorsza, cały czas miała wrażenie, że on nie czuję się za to odpowiedzialny, co jeszcze bardziej podsycało ogień.
- Dobrze, że już jesteście - rzekł Aarch, wchodząc do pomieszczenia. - Jak wiecie, pozostało nam mało czasu do rozpoczęcia meczu, a podczas treningów trenowaliśmy różne ustawienia. Niemniej jednak zdecydowałem już, jakim składem zagramy. D'jok i Micro-Ice, oczywiście, bez zmian, zostajecie na swojej pozycji. Natomiast chciałbym wypróbować Josha na pozycji pomocnika razem z Tią, a ciebie Rocket przenieść na obronę. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że tę część mamy osłabioną przez odejście Mei. - Rocket na potwierdzenie przytaknął, po czym zaczął uważnie obserwować zagrania wyświetlane na tablicy. - Yuki, na razie chciałbym spróbować z Ahito, gdyż nie wiem jak odnajdzie się obrona.
- Dobrze, trenerze.
- Większość bez żadnych zmian i mam nadzieję, że ich dokonywać nie muszę. - Jego wzrok na dłużej zatrzymał się na D'joku. - Sytuacja jest ciężka, nie ma co owijać w bawełnę. Drużyna Shadows doskonale zdaję sobie sprawę, że bez Mei jesteśmy o wiele słabsi. Mam nadzieję, że wy także to wiecie i zrobicie wszystko, by tego nie pokazać.
- Trenerze - zawołała Tia.
- Tak?
- Czy masz jakieś wieści od niej?
Na sali zapanowała niewyobrażalna cisza, która po jakimś czasie zaczęła nad wszystkimi ciążyć. Mei była ich przyjaciółką i nie tylko Tia chciała się dowiedzieć, co się z nią dzieję. Każdy tego pragnął, lecz równocześnie każdy obawiał się tego pytania. W głowach kłębiło się wiele scenariuszy, które pod żadnym względem nie chciały być pozytywne. Sam fakt, iż dziewczyna odeszła, nie podając konkretnych powodów, był aż nadto negatywny, by wierzyć, że wszystko się ułoży.
- Nie, nic nie wiem. Z tego co dowidzieliśmy się z Clampem, nie wróciła na Genesis. Rozmawiałem także z jej matką, jednak ona też nic nie wie.
- Rozumiem - odrzekła Tia.
- Przestańcie już! - zaczął Rocket. - Mei jest naszą przyjaciółką, tak? Pokażmy jej, że potrafimy wygrać ten mecz. Dla niej! - odrzekł hardo, co podniosło niejednego na duchu.
- Za Mei - poparł Thran, a także wszyscy zgromadzeni.
- Może nie będzie tak źle, Aarch - uśmiechnął się Clamp.
- Mam nadzieję.
***
- Tak jest, drodzy holo-widzowie. Oto nadszedł moment ostatniego sprawdzianu przed Pucharem. Dwa, najbardziej faworyzowane zespoły zmierzą się ze sobą podczas ostatniego meczu na tym jakże pięknym Paradasiańskim stadionie. Cóż za emocje! Co ciekawe, doszły mnie interesujące wieści. Drużyna Snow Kids znowu przeżywa kryzys. Jak wiemy, Mark nadal leczy swoją kontuzję, jednakże na jego miejsce został przyjęty nowy zawodnik Josh - tak jest, dziewczęta. Jest na czym oko zawiesić. Z tego co się dowiedziałam, nasz przystojny piłkarz zagra dzisiaj na pozycji pomocnika razem z Tią, natomiast Rocket zajmie miejsce Mei na obronie. Co dzieje się z naszą najlepszą akilliańską pomocniczką? Waren, czy wiadomo ci coś na ten temat?
- Witaj, Cally. Niestety nic nie doszło do moich uszu, dlatego nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. Widoczne jednak jest, że drużyna przeżywa nie mały kryzys, co miejmy nadzieję nie przełoży się na ich grę.
- A co jeśli tak będzie? Która drużyna według ciebie zwycięży?
- Jeśli tak będzie, to nie uda im się wygrać dzisiejszego spotkania. A co do zwycięskiej drużyny... Ciężko jest mi ocenić. Obydwa zespoły prezentują bardzo wysoki poziom i jedyne co jest potrzebne do wygranej, to szczęście, które - jak wiemy - częściej sprzyja Snow Kidsom. Mimo wszystko, Shadowsi nadrabiają techniką, co stwarza możliwości do bardzo wyrównanej walki.
- Ale o tym przekonamy się dopiero za pół godziny, kiedy mecz się zacznie. Śledźcie na bieżąco naszą relację.
***
STADION GENESIS
- No, kochana, więc jaki wynik obstawiasz?
- 2:1 dla Shadows - odparła pewnie, wręczając mężczyźnie kopertę.
- Nie chcę wyjść na gbura, ale jako kobieta pewnie bardzo mało znasz się na meczach. Na pewno chcesz stracić tę sumkę, stawiając na Cienie? - zapytał z szerokim uśmieszkiem, machając kopertą przed jej oczyma.
Niebieska spojrzała na niego spod brwi i przygryzła wargę, by zatrzymać komentarz, który aż błagał, by go wypowiedziała.
- Lepiej za dużo nie gadaj, tylko przyjmuj zakłady. Przydałyby mi się te pieniądze szybciej - warknęła i odeszła od baru. Ze szklanką w ręce usiadła przy stoliku usytuowanym nieopodal holo-telewizora, po czym położyła nogi na stół i zaczęła wyczekiwać meczu.
***
- Tak jest, drodzy holo-widzowie. Sekundy dzielą nas od rozpoczęcia się ostatniego meczu towarzyskiego przed wielkim Pucharem. Kto wygra? Kto stanie się liderem Mistrzostw? Tego wszystkiego dowiemy się już za parę minut, kiedy to nasi zawodnicy rozpoczną mecz.
Już teraz wchodzą na murawę. Snow Kids grają w zmienionym składzie, natomiast Shadowsi pozostają bez zmian. Czyżby zapowiadane zmiany przez Sinedda były tylko kłamstwem. Co o tym myślisz, Waren?
- Znam już trochę tego chłopaczynę i jestem pewny, że coś zmienił, ale nie chcę nam tego teraz pokazać. Zapewne okaże się w trakcie meczu.
- Drodzy państwo, czas zacząć mecz!
Piłkę od razu przejmują dotychczasowi liderzy - Snow Kids. D'jok wydaję się, jest w bardzo dobrej formie. Bez problemu omija napastników Cieni i z zawziętością biegnie w kierunku bramki. Niespodziewanie podanie do Tii, czy będzie strzelać? Nie! Białowłosa podaje do nowego zawodnika - Josha. Czy mi się tylko wydaję, czy on jest przestraszony?
- Ha ha, Cally, to normalne, kiedy wkracza się na wielki stadion z miliardami widzów. Miejmy tylko nadzieję, że ten strach go nie sparaliżuje.
- Piłka wraca do D'jocka, który przewrotką podaje ją do Mico-Ica. Ten biegnie wprost do bramki. W ostatniej chwili podaję piłkę do Josha, który strzela! Będzie gol? Nie... Co za poprzeczka. Kto by pomyślał, że gracz bez Oddechu ma w sobie tyle siły.
Wracamy do gry: Sinedd podaję piłkę do Fulmugusa. Ten bez problemu mija pomocników Snow Kidsów i zmierza w kierunku bramki. W krok za nim rusza Rocket na swojej nowej pozycji, jednakże jego interwencja okazuję się niepotrzebna, gdyż zawodnik Shadowsów znika przed jego twarzą. Gdzie się pojawi? Jest! Dziesięć metrów od bramki; będzie strzelał. Czy trafi? Nie... Niestety nic z tego. Piłka nawet nie dotarła do Ahito, gdyż jego brat poradził sobie z obroną. Co za mecz, proszę państwa!(...)
***
- W takim tempie to ten mecz skończy się wynikiem 0:0 - zauważył Clamp.
- Oby nie, oby nie... - mruknął pod nosem Aarch.
***
(...) Przy piłce Josh, który swobodnie przebiega boisko w stronę bramki przeciwnika. Chłopak po swojej prawej jak i lewej stronie ma wsparcie, co wróży bardzo dobrą okazję do skutecznego ataku. Podaję do D'joka, który od razu przerzuca piłkę na drugą stronę boiska do Micro-Ice'a. Brunet jest niemalże przy bramce i szykuję się do strzału. Czy mu się uda? Zostało już tak niewiele czasu do końca pierwszej połowy. Micro nie strzela, tylko podaje do Tii, która już czeka nad bramką. Zamach i... Tak! Jest! Gol, proszę państwa. 1:0 dla drużyny Snow Kids. Widać nasi akilliańscy zawodnicy nie stracili siły, by pokazać co potrafią. To się nazywa drużyna marzeń! (...)
***
STADION GENESIS
- Widzisz, malutka. Już po twoich pieniążkach - wyszczerzył się Bellow.
- Mecz się jeszcze nie skończył, kolego - odparła oschle niebieskowłosa.
Gdyby nie Bellow, dziewczyna na pewno zauważyłaby, że jej bezpieczne miejsce zamieniło się w pole minowe, bowiem do baru wkroczył ktoś, kto w każdej chwili mógłby ją rozpoznać. A było to aż nadto niebezpieczne, gdyż nie mogłaby w spokoju robić tego, co do niej należało.
***
(...) Wynik meczu nadal bez zmian. Czyżby Snow Kidsi poprzestali na jednej bramce? Czyżby drużyna Shadows nie chciała wyrównać? Thran podaję piłkę do Micro-Ice'a, który spokojnie podaję ją do Tii. Ta, bez problemu mija Nihlisa i podaję piłkę do Josha, który niestety oddaje ją na rzecz przeciwników. Trzeba przyznać, że mimo wszystko radzi sobie doskonale. Uwaga! Sinedd strzela. Czy trafi? Ahito szykuje się do obrony i... Nie! Nie ma gola. Doskonała obrona bramkarza Snow Kidsów. Coś czuję w kościach, że będzie to długi mecz.
***
Chociaż wynik meczu był sprzyjający, Rocket już dawno zauważył, że i Tia i D'jok ograniczają podania między sobą do minimum. Wiedział, że nic dobrego to nie wróży, szczególnie dlatego, że Josh nie odkrył w sobie jeszcze Oddechu i jego kondycja była o wiele mniejsza, niż przeciętnego posiadacza fluxa.
- D'jok, Tia... Grajcie jak na drużynę przystało - syknął, ledwo łapiąc powietrze. Jemu także zmęczenie dawało się we znaki, gdyż grali bez dwóch zawodników, którzy duchem byli w innym wymiarze.
***
Piłka przy Joshu. Bez zastanowienia podaję ją do Tii, która cofa ją do Mico-Ice'a. Chłopak biegnie przez boisko, po czym dogrywa D'jokowi. Niestety, rudowłosy nie wykorzystuje sytuacji. Co za pech!
Akcja znowu toczy się po stronie Snow Kidsów. Shadowsi nie dają za wygraną i chociaż pierwsza połowa dobiega końca, nic nie wskazuję na to, że ci odpuszczą. Sinedd podaję do Fulmugusa, który mija Thrana i wybija piłkę w powietrze. Jednak Sinedd nie zdążył dokończyć akcji, gdyż zostaje ona przerwana przez Rocketa, który podaje do Tii. Dziewczyna zatrzymuje na chwilę akcje i rozgląda się za kimś, komu mogłaby podać. Ale co to? D'jok odbiera jej piłkę, wykopując na prawą stronę od bramki. O nie! Nihlis dobija! Gol dla Shadowsów. Niemożliwe, co za błąd drużyny Snow Kids (...)
***
- No nie! - Aarch ponownie nie wytrzymał. Jego reakcja była całkowicie do przewidzenia, gdyż od jakiegoś już czasu nie mógł zrozumieć co ta dwójka wyczynia. W tamtej chwili przeklinał samego siebie, że nie posłuchał swojej intuicji i nie rozdzielił ich w jakikolwiek sposób, choćby dając Yuki na boisko. Od samego momentu czuł, że coś się przez nich stanie.
- Spokojnie, Aarch. To dopiero pierwsza połowa - uspokoiła go Simbai.
***
(...) Koniec pierwszej połowy, drodzy holo-widzowie. Na razie mecz kończy się remisem 1:1. Shadowsi zdobyli bramkę po błędzie ze strony drużyny Snow Kids. Co powiesz na ten temat, Waren?
- Snow Kidsi zrobili jedną z największych pomyłek. Nie potrafili zgrać się w myśleniu, co poskutkowało utratą gola.
- Jak myślisz, czy uda im się opamiętać w trakcie drugiej połowy meczu?
- Doskonale wiemy, że druga połowa w wykonaniu Snow Kidsów zawsze bywała lepsza, jednak patrząc na ich aktualne zachowanie mogę mieć wątpliwości, czy uda im się (...)
***
Nikt się nie odzywał. Każdy pogrążony był w swoich myślach, dopóki w pomieszczeniu panowała głucha cisza. Wszyscy wiedzieli, co się stało, ale nie mogli tego zrozumieć, dlaczego. Dlaczego taki głupi błąd wszedł w ich szeregi.
Nagle drzwi otworzyły się, a w ich framudze pojawił się Aarch z pogrążoną w myślach twarzą. Miał ochotę na nich nakrzyczeć, wyzwać od najgorszych, zacząć wspierać, by po chwili powiedzieć, że dadzą radę, że potrafią, lecz nagle stracił jakąkolwiek ochotę. Niestety musiał coś powiedzieć i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Zastanawia mnie tylko, dlaczego nadal chowacie do siebie urazę po ostatnich wydarzeniach - zaczął cicho. - Przecież mecz to zupełnie co innego. Powinniście uczestniczyć w nim całym sobą, by tylko zapomnieć na chwilę o tym, co się stało. By odpocząć. Czy naprawdę tego nie rozumiecie? Czy nadal jesteście tymi samymi dzieciakami, do których nic nie przemawia? - Chwila ciszy. - Dawniej cieszył was football, a teraz was nie poznaję. To, czy wygracie czy nie, zależy tylko i wyłącznie od was. Ja niczego nie wymagam. Jeśli zamierzacie dalej się do siebie nie odzywać, Tia, D'jok, to po prostu zakończmy to wynikiem 10:1, wbijając sobie samobója.
***
- Drugą połowę czas zacząć. Trzeba przyznać, że mecz daje nam bardzo dużo emocji, a ja coś czuję, że to nie koniec. Snow Kidsi już znajdują się na boisku. Shadowsi wkraczają... Nie, czy to? Nie możliwe... Mei w Shadowsach? Drodzy holo-widzowie, własne oczy mnie już mylą, czy to możliwe, aby Mei grała przeciwko swojej rodzinnej drużynie?
- Tak, to rzeczywiście jest Mei ze Snow Kids(...).
***
Mężczyzna bez problemu zauważył ją przy stole. Przydatne było to, iż jej nadnaturalny kolor włosów wyróżniał się nawet, gdy pomieszczenie ogarniał półmrok. Ponadto był bardzo znajomy, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że to właśnie tej osoby szuka.
Spokojnie podszedł do jej stolika, po czym z bliska się jej przyjrzał. Wtedy był już stuprocentowo pewny.
- Czy mogę się dosiąść? - zapytał.
Niebieskowłosa bez większego zainteresowania zerknęła na mężczyzna z zamiarem jak najszybszego spławienia go, jednak gdy tylko baczniej przyjrzała się jego sylwetce, już wiedziała, że to będzie na nic. Wpadła w sidła, na własne życzenie.
- Nie, bo... Wychodzę już. Obejrzę mecz w domu - zaczęła nerwowo się tłumaczyć, równocześnie zbierając się do wyjścia.
Jednak nic to nie dało. Mężczyzna zacisnął swoją rękę na jej przedramieniu, po czym nakazał jej usiąść. Ta, nie mając innego wyboru, zrobiła to, wzdychając przeciągle.
- Masz mi za dużo do wyjaśnienia, Braze, czy jak tam teraz siebie nazywasz - rzekł i przysiadł się do jej stolika.
***
Pełni nadziei na wygraną wyszli na boisko. Przepełniała ich chęć zwycięstwa, a co lepsze, zaczęli wierzyć w to, że potrafią, w to, że nawet bez Mei są tą samą drużyną. Wszystko by było tak, jakie być powinno, gdyby nie to, że ta urocza brunetka właśnie stanęła naprzeciwko nich, tyle że w zupełnie obcym stroju. W stroju Cieni...
- Mei? - Oczy Tii zaszkliły się, gdy tylko zobaczyła swoją przyjaciółkę. Miała ochotę podbiec do niej i ją przytulić, lecz zatrzymała się, gdy tylko dotarło do niej, co Mei zrobiła. - Dlaczego? - wyszeptała.
Brunetka nie zareagowała, tylko ze smutnym wzrokiem wpatrywała się w swoich dawnych przyjaciół. Postanowiła już, wiedziała, że nie da rady tam wrócić, ale gdy teraz stanęła twarzą w twarz z nimi, zdała sobie sprawę, jaka była głupia. Niestety, teraz nie było już odwrotu.
D'jok tępo wpatrywał się w swoją eks-dziewczynę, raz po raz przecierając oczy pięściami. Miał nadzieję, że to tylko zły sen i że zaraz się obudzi. Niestety jego nadzieję szybko zostały rozwiane, gdy tylko zobaczył szeroki uśmiech na twarzy Sinedda.
- Powodzenia, dzieciaku - warknął w jego kierunku.